Zyła była sobie Mała Belwederska Dziewczynka z Krakowskiego Przedmieścia. Miło było na nią spojrzeć: okraglutka jak pączuszek, nosząca stroje jakby o numer mniejsze niż powinna, była bardzo lubiana. W dobie mody na szczupłość, by nie powiedzieć: chudość, Dziewczynka patrzących na nią napawała radością: jestem chudsza/y. Dziewczynka była też lubiana bo wszystko ją dziwiło, świat i ludzie, to co wiedziała i to czego nie wiedziała. Ludzie lubią takich co to się dziwią, bo to znaczy, że oni, ci lubiący, wiedzą więcej i lepiej niż takie wiecznie zdziwione dziewczynki.
Dziewczynka mieszkała wraz z Ojcem wszystkich zdziwionych dziewczynek i chłopców w pięknym zamku na skarpie i cierpiała, bo brzydka czarownica odcięła wjazd karet, samochodów i róznych innych takich tam. Czarownica wprawdzie powiedziała Dziewczynce, że to Ojciec WZDiCh kazał naprawiać drogę ale dziewczynka dalej się dziwiła i miała za złe. I tak coraz bardziej zdziwiona Mała Dziewczynka dotrwała do wczoraj albo przedwczoraj, no, nieważne. Ważne, że dotrwała, bo wtedy napotkała największe zdziwienie w zyciu. Ba, nie tylko sama się dowiedziała ale o tym czego się dowiedziała postanowiła wszystkim, wszyściutkim opowiedzieć.
Zaczęła , no tak zwyczajnie, jakby nigdy nic:
„To największa afera , skandal i ochydztwo, bezprawie i złodziejstwo, obraza majestatu” – krzyczała cienkim barytonikiem, potrząsając czymś co trzymała w zacisniętej piąstce – „Tu mam, słuchajcie!” i rozwinęła egzemplarz (tylko nie puszczajcie tego dalej!) Der Dziennika. Blady strtch padł na wszystkich i rzucili się wszyscy do kiosków wykupując Der Dziennik, Rzepę (na kilogramy), Fakt i niestety, Gazetę Wyborczą, a nawet Trybunę.
Pokazało się, że rząd w trosce o osoby związane z rządem (urzędnicy, ministerialni i wojewódzcy, zasiadający w ... , dziennikarze itp.) wydawał codzienny biuletyn, w którym na przykład kilkanaście razy wspominał, że rząd się czemuś uważnie przygląda, ale nie to było najważniejsze bo okazało się, że opracowywano go za państwowe pieniądze i dodatkowo przekazywano go do dyspozycji Koła Poselskiego PiS.
Niestety Małe dziewczynki Belwederskie z Krakowskiego Przedmieścia nie wiedzą biedulinki, że na całym świecie takie informacje są opracowywane przez różne rządy i to z funduszy państwowych. Ciekawe czy Mała Dziewczynka obwiesciwszy porażającą nowinę o niebotycznej aferze już oprzytomniała na tyle by sprawdzić jak to jest z tym jedynym oszczerstwem, które jeszcze się ostało: o obrażaniu w owym biuletynie Ojca i Prezydenta.
Biedna Mała dziewczynka nie odbierała wcześniejszych sms-ów słanych przez komendę główną Pis do jej małych braci i niewielkich sióstr, by wiedzieli co mówić gdy zdziwieni e odbierze im rozum.
Niestety, biedna Mała Belwederska Dziewczynka z Krakowskiego Przedmieścia nie jest naiwnym niewiniątkiem. Jest szczwanym PRowcem wiedzącym jak kogoś obrzucić błotem tak by nie łatwo mu było się oczyścić. Ale i tak wielu będzie ją lubić - bo grubsza i głupsza ode mnie!
58
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (41)