Anatola zawsze dziwiła skłonność polityków do bycia centrowymi. Centroprawica z Centrolewicą o palmę pierwszeństwa w centrum walczyła. Co jeden bardziej radykalne tezy głosił, to głosił je w kontekście, że radykalnie za centrum obstaje, że radykalnie przeciw radykalizmowi innych się opowiada. To tak, jakby już sama ta nazwa "centro-coś" powodowała, że się jakby gdzieś blisko celu znajdowali, jakby w sam środek trafiali, jakby byli już po nazwie od razu w centrum uwagi postawieni.
A cóż to komu wadziło, że centrum nie jest jedno. Nawet lepiej. Dla większej ilości centrystów miejsca starczało. Ot w Warszawie np. mogli się spotkać w centrum miasta, w centrum finansowym, w centrum sztuki... Oczywiście najlepsze były, i są nadal, centra handlowe. Takie, to choćby to był sam środek peryferii, potrafią skupić zainteresowanie. Tam właśnie toczy się życie - zdają się mówić nasi mistrzowie wagi ciężkiej w myśleniu. Tam nalezy wkraczyć z ideą - myślą Ci - co złoty środek mylą ze środkiem na przeczyszczenie, co ponoć na wszystko pomaga. W końcu, po czasach centralizacji, już nikt nikomu nie może centralnie narzucić gdzie jest centrum. Więc poza centrum było już tylko jedno miejsce i tam, dziwnym zbiegiem okoliczności, akurat Anatol przebywał.


Komentarze
Pokaż komentarze