„Polska gospodarka, jako jedyna w Europie, się rozwija. Nasze PKB w II kw. wzrosło o 1,1%, podczas gdy nasi sąsiedzi są na minusie.”Czytamy w onet.pl .
Warto jednak zadać sobie pytanie , skąd ten wzrost się wziął.
Ukazały się dwie notki na salonie autorstwa Marka Mojsiewicza oraz Mireksa. O ile Pan Marek oparł notkę na cytowanym powyżej onet.pl, to bloger Mireks oparł się „na niczym”, czyli na swoich emocjach.
Sprawa jednak wbrew pozorom jest poważna.
Jesteśmy krajem spoza strefy „euro” oraz nie będącym w tzw. korytarzu ERM2. Na dodatek jesteśmy w Europie krajem dużym w którym istnieje duży rynek wewnętrzny. Tak więc nawet przy nienajlepszych wynikach eksportu potrafimy utrzymać konsumpcję na dodatnim poziomie.
Główną pozycję w naszym eksporcie zajmuje żywność.
Tak więc mniejsze zapotrzebowanie w czasie kryzysu na nią za granicami Polski jest kompensowane przez nas samych. To duży plus w sytuacji kryzysowej.
Eksport także nie załamał się. Odnotował nieznaczny tylko spadek. Było to wynikiem spadku wartości złotego o 25 -30 proc. w stosunku do euro i dolara. Gdybyśmy byli w strefie ERM2, eksport załamałby się kompletnie i skutkowało by to zdecydowanie gorszymi wynikami całej gospodarki. Bylibyśmy na minusie. To pewne.
Banki prowadzące działalność w Polsce są głównie w rękach zagranicznych. W związku z tym wszystkie strategie inwestycyjne nie są tworzone u nas, a w ich spółkach-matkach. Zgodnie z ich założeniami polskie banki nie są od inwestowania w światowe instrumenty finansowe, ale od obsługiwania polskiego rynku.
Inwestują więc w bezpieczniejsze papiery skarbowe, które są opłacalne ze względu na cały czas stosunkowo wysoki poziom stóp procentowych w porównaniu do innych krajów. Pozornie daje nam to teraz korzyści.
Będzie to jednak skutkowało negatywnie w przyszłości, bo już brakuje akcji kredytowych na rodzime inwestycje.
To, że mamy te 1.1 świadczy także o czymś innym.
Świadczy to o tym, że polska gospodarka nie jest (na szczęście) wystarczająco powiązana z rynkiem światowym, aby problemy USA, czy strefy „euro” w Unii przekładały się liniowo na nią .
To się kiedyś przełoży, ale jest szansa, że nas to nie zaskoczy, bo znamy mechanizmy tam działające.
Tak więc paradoksalnie , nasze zacofanie w ścisłych powiązaniach z krajami strefy „euro” i USA dało nam owe 1.1 procenta na plusie.
Rząd w tym temacie nie zrobił nic dobrego. Po prostu nie zrobił nic.
Ciarki jednak przechodzą po skórze, jak człowiek sobie przypomni „szalony pęd” Tuska do strefy „euro”. Tym razem nieudacznik Tusk miał szczęście.
Na samym szczęściu nie zajedzie się jednak za daleko.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)