Ładunek wybuchowy przy gazociągu Balkan Stream/ PAP
Ładunek wybuchowy przy gazociągu Balkan Stream/ PAP

Bomba przy rurociągu. Węgry w przedwyborczym chaosie

Redakcja Redakcja Świat Obserwuj temat Obserwuj notkę 40
Odkrycie ładunku wybuchowego przy gazociągu Balkan Stream w Serbii wstrząsnęło węgierską sceną polityczną na tydzień przed wyborami parlamentarnymi. Premier Viktor Orban zwołał nadzwyczajną radę obrony. Lider opozycji Peter Magyar oskarżył go o inscenizację prowokacji z rosyjską i serbską pomocą. Po posiedzeniu rady Orban wprost wskazał na Ukrainę.

Ładunek wybuchowy przy gazociągu. Vuczić alarmuje

W niedzielę rano prezydent Serbii Aleksandar Vuczić ogłosił odkrycie ładunku wybuchowego o dużej sile rażenia przy gazociągu na północy kraju. Rurociąg Balkan Stream transportuje rosyjski gaz przez Turcję, Bułgarię i Serbię na Węgry. Vuczić ocenił, że ładunek mógł zagrozić życiu wielu osób i spowodować poważne zakłócenia w dostawach surowca. O sprawie natychmiast poinformował Viktora Orbana. Serbski prezydent opublikował na Instagramie oświadczenie, w którym podkreślił, że przekazał węgierskiemu premierowi pierwsze wyniki śledztwa prowadzonego wspólnie przez wojsko i policję.


Gazociąg Balkan Stream to kluczowy element systemu przesyłu rosyjskiego gazu do Europy Środkowej. Przez Węgry płynie nim 60 proc. całego gazu zużywanego w tym kraju. Ewentualny atak na tę infrastrukturę oznaczałby poważny kryzys energetyczny nie tylko w Budapeszcie.

Orban zwołuje radę obrony i oskarża Ukrainę

Węgierski premier zareagował błyskawicznie. Po rozmowie z Vucziciem zwołał nadzwyczajną radę obrony Węgier. Po jej zakończeniu ogłosił wzmocnienie obecności wojsk na odcinku południowego gazociągu. Orban stwierdził, że Europa potrzebuje rosyjskich węglowodorów, a Ukraina od lat dąży do ich wyeliminowania. Tym samym wprost zasugerował, że za atakiem stoi Kijów.


Nie był to pierwszy taki sygnał z Budapesztu. W lutym Orban nakazał już wzmocnienie ochrony infrastruktury energetycznej, wielokrotnie oskarżając Ukrainę o dążenie do zakłócenia dostaw gazu na Węgry. Węgierski rząd konsekwentnie blokuje też kolejne pakiety unijnej pomocy wojskowej dla Kijowa i utrzymuje bliskie relacje z Moskwą mimo trwającej wojny.

Magyar: to operacja pod fałszywą flagą

Lider opozycyjnej partii TISZA Peter Magyar w ostrym wpisie na platformie X od razu zakwestionował oficjalną narrację. Napisał, że od tygodni otrzymuje ostrzeżenia z wielu źródeł, iż Orban. być może przy pomocy Serbii i Rosji. może planować przekroczenie kolejnej granicy. "Wiele osób sugerowało, że w Serbii może się coś przypadkowo wydarzyć. być może z udziałem gazociągu. około Wielkanocy, tydzień przed wyborami. I tak się właśnie stało" - napisał Magyar.

Lider Tiszy wezwał Orbana do natychmiastowego poinformowania opinii publicznej o szczegółach sprawy i do zaproszenia go na posiedzenie rady obrony. Zaznaczył, że niezależnie od tego, kto zorganizował prowokację, sytuację będzie musiał rozwiązać rząd Tiszy. Wezwał też premiera do zaprzestania szerzenia paniki "zgodnie z planami jego rosyjskich doradców."


Magyar postawił przy tym wyraźny warunek: jeśli Orban i jego machina propagandowa wykorzystają incydent w kampanii wyborczej, będzie to równoznaczne z otwartym przyznaniem, że była to z góry zaplanowana operacja pod fałszywą flagą. Zapowiedział, że rząd Tiszy przeprowadzi kompleksowe i transparentne śledztwo, które ustali polityczną odpowiedzialność za to, co Magyar nazwał "zbrodniami przeciwko krajowi."

Fidesz traci, TISZA prowadzi. Wybory za tydzień

Incydent zbiegł się z dramatycznym spadkiem poparcia dla Fideszu. W marcowym sondażu firmy Median TISZA uzyskała 58 proc. poparcia wśród zdecydowanych wyborców, a ugrupowanie Orbana zaledwie 35 proc. Środowe badanie ośrodka 21 Research Center potwierdziło tę tendencję. 56 proc. dla Tiszy wobec 37 proc. dla Fideszu. Jedynie sondaże ośrodków powiązanych z rządem wskazują na kilkupunktową przewagę Orbana.

Na tym tle szczególnie wymowne są wyniki sobotniego sondażu Instytutu Publicus. Ponad połowa Węgrów obawia się sfałszowania wyborów, a kolejne 8 proc. respondentów "raczej tak" odpowiedziało na to pytanie. Spośród obawiających się fałszerstwa dwie trzecie wskazuje na Fidesz. 79 proc. ankietowanych uważa, że inne państwa mogą w ukryty sposób wpływać na wynik głosowania. Jednocześnie 88 proc. Węgrów deklaruje, że żaden przedwyborczy skandal nie zmieni ich decyzji o tym, na kogo oddadzą głos.

Magyar przypomniał też, że Fidesz i skrajnie prawicowa partia Mi Hazánk planują wyprowadzić Węgry z Unii Europejskiej i NATO. Zapewnił, że rząd Tiszy zagwarantuje bezpieczeństwo kraju w ramach europejskich i sojuszniczych struktur. Zakończył wpis słowami: "Prawda i miłość zawsze ostatecznie zwyciężają."

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia.

red.

Fot: Ładunek wybuchowy przy gazociągu Balkan Stream/ PAP

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj40 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (40)

Inne tematy w dziale Polityka