Tak na gorąco.
Pisałem jakiś czas temu, że najgorsze, co mogło się nam Polakom przytrafić, to zaproszenie Putina akurat 1 września.
Naprawdę, chciałbym wiedzieć, co kierowało Tuskiem, by podejmować tak, powiedziałbym fatalną decyzję. Czyżby PR był już tak domniujący, że Premier zatracił resztki zdrowego rozsądku ?
Oczywiste było, że nie da się uniknąć odpowiedzi na pytania o historię, które z tej okazji musiały paść. Przemożna chęć sukcesu za wszelką cenę przeważyła.
Jesteśmy w trakcie negocjacji z Rosjanami nowej umowy "gazowej".
W założeniach Tuska było podpisanie tej umowy 1 września. Chciał Tusk zrobić z tego wielki medialny sukces. W lipcu było już jednak wiadomo, że Rosjanie nie podpiszą tej umowy , przeciągając pertraktacje.
Okazało się, że Putin jednak nie jest głupi i nie miał zamiaru uczestniczyć w tym sukcesie.
Jesteśmy więc w sytuacji dyskomfortowej. To wrażenie pogłębiło się jeszcze po wspólnej konferencji prasowej obu premierów, gdzie powiało chłodem, a momentami zaczęło mrozić.
Putin wykorzystał okazję i wskazał w okolicznościach "korupcyjnych" na firmę Gudzowatego. Chodzi chyba o przejęcie udziałów Gudzowatego przez Rosjan, lub też o wyeliminowanie go z rynku.
Dzień się jeszcze nie skończył....
Dziś jednak możemy powtórzyć:
czy akurat Putin musiał przyjeżdżać 1 września ?


Komentarze
Pokaż komentarze (30)