Ja także dałem się wciągnąć w debatę wokół kontrowersji na linii Allende – Pinochet. Napisałem na ten temat parę notek oraz ileś tam komentarzy. Wielomiesięczna dyskusja trwa do dziś i zapewne koniec jej jest daleki. Nie powiem, trochę zaczyna mnie już to irytować.
Dyskusja toczy się wokół tych samych tematów, a dyskutanci przerzucają się cyframi skrzywdzonych i pomordowanych, oszukanych i zdeptanych. Oceniają Pinocheta (głównie) od strony moralnej.To w tym kierunku poszła dyskusja.
Wczoraj u Chevaliera w kolejnej mojej odpowiedzi do Niego napisałem:
„Chciałem powiedzieć, że koronnym, czy też decydującym argumentem lewicy w krytyce Pinocheta są właśnie te "oceny etyczne". Cała bez mała krytyka poszła w tym kierunku.
Podobnie zresztą jest z oceną przez lewicę, wszystkich, podkreślam, wszystkich przewrotów prawicowych począwszy od Franco, poprzez juntę grecką i na Pinochecie kończąc.
Ciekawym np. jest fakt, że w latach 1973 -75 New York Times opublikował grubo ponad sto artykułów o juncie Pinocheta, a tylko 3 (trzy) o Khmerach w Kambodży, którzy niepodzielnie rządzili w tych latach.
Dużo do myślenia daje też chłodne przyjęcie przez lewicę zachodnią "Archipelagu Gułag" Sołżenicyna.
Ba, były nawet głosy dyskredytujące książkę ( wiem, może KGB).
Ja nie chcę powiedzieć, że ta ocena etyczna, o której piszesz, jest bez znaczenia, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że to tak na prawdę jedyne argumenty lewicy w sporze Pinochet-Allende.”
Podobnie zresztą jest z oceną przez lewicę, wszystkich, podkreślam, wszystkich przewrotów prawicowych począwszy od Franco, poprzez juntę grecką i na Pinochecie kończąc.
Ciekawym np. jest fakt, że w latach 1973 -75 New York Times opublikował grubo ponad sto artykułów o juncie Pinocheta, a tylko 3 (trzy) o Khmerach w Kambodży, którzy niepodzielnie rządzili w tych latach.
Dużo do myślenia daje też chłodne przyjęcie przez lewicę zachodnią "Archipelagu Gułag" Sołżenicyna.
Ba, były nawet głosy dyskredytujące książkę ( wiem, może KGB).
Ja nie chcę powiedzieć, że ta ocena etyczna, o której piszesz, jest bez znaczenia, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że to tak na prawdę jedyne argumenty lewicy w sporze Pinochet-Allende.”
Odpowiedzi się nie doczekałem. Może, dlatego, że Chevalier po prostu przeoczył ten mój fragment…
Wypadałoby, więc wreszcie zadać to fundamentalne, z punktu widzenia prowadzonej dyskusji pytanie:
Dlaczego Chilijczycy odrzucili Unidad Popular oraz Prezydenta Allende ?
Allende został przecież wybrany w demokratycznych wyborach i cieszył się w momencie wyborów prawie pięćdziesięcioprocentowym poparciem. Po dwóch latach rządów stracił całkowicie poparcie Chilijczyków.
Chile było krajem zdecydowanie katolickim. Zmiany, które zaczął wprowadzać Allende, przy równoczesnym ich irracjonalnym charakterze, musiały wzbudzić opór i przerażenie społeczeństwa. Wyniki tego eksperymentu gospodarczego i społecznego w takim społeczeństwie musiały spowodować zdecydowany opór.
Na oczach Chilijczyków powstawała hybryda trockistowsko-maoistowska. Sami Rosjanie zaczęli się dystansować od rządów Allende już w 1972 roku, uznając (słusznie), że Allende oszalał i nie ma szans na utrzymanie władzy.
Cóż, więc się stało po utracie przez niego władzy?
Cały lewicowy świat rzucił się na Pinocheta z niespotykaną „wrażliwością etyczną”. Allende stał się męczennikiem na wzór Che Guevary. Nikt nie dokonał krytycznej analizy jego rządów. Nikt nie próbował analizować zgubnego eksperymentu, który on zaproponował Chilijczykom.
Do dziś więc, próbuje się budować konstrukcję myślową, umocowaną na martyrologii niezliczonych ofiar Pinocheta. Właściwe pytanie nie zostało zadane do dziś.
Patrząc na to wszystko z perspektywy minionych lat, odnosi się nieodparte wrażenie, że światowe ośrodki lewicowe, a precyzyjniej, lewacko-ateistyczne próbują wokół tamtych wydarzeń skonstruować coś na kształt i podobieństwo holocaustu.
Jest jeszcze jeden aspekt. Kto wie, czy nie najważniejszy?
To aspekt lewacko- ateistycznej wizji świata. Ruch, który stawia sobie za cel zniszczenie obecnie funkcjonującej w naszym świecie cywilizacji zachodniej, opartej (jeszcze) na cywilizacji chrześcijańskiej.
Sam ruch to mieszanka poglądów lewicowych w kwestii gospodarki oraz liberalnego podejścia do etyki, czy moralności.
Chile było i jest krajem katolickim. To właśnie boli owych szkarłatno-czerwonych.
P.S.
Toleruję dyskusję tylko w temacie notki. „Krwi” się już dość polało.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)