Tak to się wszystko zagęszcza, że powoli trudno oddychać. Wrzesień już w połowie, a Świat nie zwalnia, pędzi do przodu wraz z naszą Polską. Chyba emocji nam nie zabraknie do końca roku. Smutne i groźne chmury deszczowe straszą od końca sierpnia wraz z zagęszczającą się atmosferą naszego codziennego życia.
Aż nazbyt wystawiono nas na próby wszelakie. Sukcesy sportowców przeplatają się z chłodną polityką. Euforia towarzyszy obawom. Politycy zgubili kompasy i Polska zdaje się dryfować. Giełda rozchwiana do granic, siatkarze rozbici poza boiskiem. Rosja szykuje się do decydującego, gospodarczego ciosu.
A w tym wszystkim urodziny mojej żony.
Goście jak zawsze, ale co parę lat o kogoś tam mniej… jedni odeszli na zawsze, inni na wczasach, a jeszcze inni (młodzi) czasu nie mają, w tym zagonionym do szaleństwa świecie. Na szczęście są SMS-y… bo na rozmowę nie starcza lub też, o czym tu gadać. Wszystkiego naj… wystarczy. Kropka. Taka nowa, świecka tradycja.
O polityce nie mówiliśmy nigdy. Szanujemy się nawzajem. W końcu takie spotkania nie są aż tak częste, żeby tracić czas i rozmawiać o polityce. Innych, istotnych tematów jest wszakże w bród. Nie pamiętam już, czy to ja, czy ktoś inny powiedział coś tam o ministrze Klichu. Nawet nie wiem co to było konkretnie, ale negatywne w odbiorze. Faktem jest, że padło w jakimś zdaniu coś tam o rządzie, negatywnie.
Ze strony mojego wieloletniego znajomego padło wtedy zdanie: „ Jak słyszę o Kaczyńskich, to mam dość”. Nikt co prawda nie powiedział słowa o PIS-ie czy Kaczyńskich, ale zapanowała na chwilę konsternacja. Dalsze rozmowy potoczyły się „bez udziału” tematów politycznych.
Mój znajomy wraz z żoną po jakiejś godzince zebrali się na odchodne, rzucając w stronę mojej żony, mnie i gości zdanie: „tu jest duszna atmosfera, panuje agresja…” i bez pożegnania wyszli. To był praktycznie koniec urodzinowego przyjęcia mojej żony.
Tak sobie pomyślałem:
Cóż takiego się stało. Skąd ta reakcja moich wieloletnich znajomych ? Przecież wielokrotnie padały takie zdawkowe zdania. Bez dyskusji, ale padały. Usiedliśmy z żoną w fotelach…
Żona mówi: pamiętasz jak głosowali na Tymińskiego ? Pamiętam.
Na kogo potem głosowali ? Na lewicę…
No a potem ? …na AWS.. !!!
Potem… na Lewicę, znów… i następnie na… Kaczyńskich !
Spojrzeliśmy po sobie… PO ???
Widocznie dalej ma być PO, ale coś tam w tych głowach się zmąciło…
Wypiliśmy sobie lampkę szampana, tak od serca, we dwoje…
Polska dalej na wzburzonym morzu…. Z rozchwianymi marynarzami na pokładzie i plądrującymi kajuty moimi znajomymi.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)