W zakończonej konferencji prasowej Donalda Tuska zaskoczyła mnie rzecz jedna.
Otóż Premier zarzucił CBA Mariusza Kamińskiego i PIS-owi współdziałanie w spisku przeciw rządowi.
Powtórzył tę myśl dwa razy. Cała reszta praktycznie jest bez znaczenia. Przegrupowania ministerialne nie zrobiły na mnie wrażenia, bo tak naprawdę to nic się nie zmienia. To , czy Schetyna będzie w klubie szefował, czy też będzie vice-premierem nie ma istotnego znaczenia w takiej partii jak PO.
W rządzie Tuska nie ma wyrazistych postaci, ani też ich nie będzie w przyszłości. Naprawdę trudno tam znalezć kogoś o własnych poglądach, czy też jakimś tam autorytecie akceptowalnym w szerszej skali. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że ważniejszy jest quasi - minister Boni, niż Sikorski z Klichem i kimś tam jeszcze do kupy.
Jest natomiast sprawa o wiele ciekawsza. To sprawa wszczęcia procedury odwoławczej w stosunku do Mariusza Kamińskiego.Tu Tusk został postawiony niejako pod ścianą przez samego Kamińskiego, po jego wczorajszej konferencji prasowej.
Mnie zastanawia tylko, jak Premier uzasadni wniosek o odwołanie szefa CBA.
Tu nie można powiedzieć, że stracił do niego zaufanie. Tu trzeba udowodnić, że Kamiński działał "politycznie". Mam nadzieję, że Tusk to dostatecznie przemyślał.
Trzeba sobie zdać sprawę, że opozycja może uznać działania wobec Kamińskiego za niezgodne z prawem.Jestem tego pewien.
No a wtedy sprawa może się znalezć w Trybunale Stanu.
Tusk traktuje Kamińskiego tak, jakby był mninistrem w jego rządzie. Tak jednak nie jest. Kamiński ma całkiem inne umocowania prawne.
Sam jestem ciekaw czy Tusk to sobie dobrze skalkulował.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)