Obejrzałem mecz w całości tylko dlatego, że Wiśle ostatnio nie idzie, a tym z Białegostoku jakoś się wiedzie. Chciałem więc sam sobie wyrobić zdanie „ o co w tym biega”.
Pomimo zachwytów komentatorów oraz paru blogerów na Salonie, mecz był słaby. Owszem, walczono do upadłego. To jednak element konieczny w piłce nożnej pod każdą szerokością i długością geograficzną oraz nieodzowny na każdym szczeblu rozgrywek. To właśnie element tej gry, gdzie zespół z A klasy może być porównany z jakimiś tam drużynami ze szczytów. To właśnie zaangażowanie w grze oraz walka do upadłego na boisku daje kibicom poczucie, że nie zostali oszukani, że potraktowano ich serio. No i można by na tym skończyć. Mecz był „piękny” !
Obydwa zespoły posiadają zbliżone umiejętności, tak indywidualne u zawodników jak i wydolnościowe, a to wystarczało, żeby grać jak równy z równym.
Czy mecz był szybki ? Otóż nie, bo same prostopadłe podania mogą sprawiać takie wrażenie, ale to tylko jeden z elementów „szybkiej” gry.
Szybka gra polega głównie na ciągu zagrań z pierwszej piłki, które mogą stworzyć przewagę na danym fragmencie boiska, bądź też doprowadzą do bezpośredniej sytuacji bramkowej. Tego w tym meczu nie było. Żadna z drużyn nie jest na tym etapie „wtajemniczenia”. W naszej Ekstra, coś tam, to jedynie Lecha momentami stać na takie zagrania, aczkolwiek ostatnio, coraz rzadziej.
Wisła gra od dobrych paru lat tak samo. Długie, prostopadłe podania… i gra coraz słabiej. Gdyby jeszcze mieli takiego Rooneya, to on by zapewne sprawę załatwił. No ale nie mają. Mają Brożka, Boże zmilczę…
Ta drużyna się męczy, autentycznie. Tam brak pomysłów i stąd ta gra na „uwolnienie”, czytaj, długie prostopadłe podania.
No a Jaga ?
No a Jaga, to gra z nożem na gardle od pierwszej kolejki i na dobre im to wyszło. Jak na polskie warunki to ciekawy zespół. Jest tam kilku zawodników… niezła gra w powietrzu, niezłe wyszkolenie techniczne…
Tyle o meczu, który nie był wcale porywający.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)