To będzie luźna notka, taka, jak luźny blues. Taka notka o instrumencie, takim sexy, jak „sexyphone’, czyli nasz poczciwy saksofon.
Saksofon zawsze budził we mnie wszelakie rządze, nie wyłączając tych erotycznych. Jest jednak coś więcej w tym saksofonie…
Kojarzony głownie z jazzem, rzadziej z bluesem, znalazł godne miejsce w panteonie dzwięków.
Nie namawiam do wysłuchania wszystkich prezentowanych w notce „kawałków”, ale też i nie mam zamiaru odwodzić czytelników tej notki od wycieczki w świat saksofonu…bo mnie saksofon przyprawia o dreszcze, podobnie jak organy Hammonda, ale to w ostatnim prezentowanym materiale.
Na początek coś sexy, jak to gitara z saksofonem ;)
A teraz prawdziwy amator „dmuchania” w instrument:
Profesjonalnego bluesa jednak nie może zabraknąć:
M y, Poacy, też sroce nie wypadliśmy spod ogona:
No i na koniec znów coś sexy ( nawet w "skórze" ) :
Czyż to nie urocze ?




Komentarze
Pokaż komentarze (4)