Przyznam, że nie napisałem dotychczas ani jednego tekstu o Januszu Palikocie. Co więcej, w moich notkach, jeżeli już pada nazwisko Palikota, to jest to tylko nazwisko. Nazwisko bez komentarza. Zresztą nie chce mi się szukać w moich tekstach… jeżeli komuś się chce, to niech znajdzie u mnie coś o Palikocie. Będę autentycznie wdzięczny. Może nawet nagrodę symboliczną ufunduję.
Przypadkiem, bo przypadkiem obejrzałem wczoraj Palikota u Piaseckiego w nieocenionym TVN24, serwującym nam „Piaska, który wali po oczach”. Tu mała uwaga dla TVN-owców: do takiego programu w dzisiejszych realiach warto by zatrudnić kogoś, kto będzie „żelazem wypalał stygmaty” , czyli jakiegoś Żelazko, Żelawskiego, a najlepiej to kogoś w rodzaju Kazimiery Wypalam – Cipę, poprzez analogię do znanego mi z młodości lekarza ( dziś się mówi „lekarki”) ginekologa nazwiskiem Nicpoń – Małolepszy.
Ten program to była rzadka dla mnie okazja, bo zazwyczaj o tej porze kierują moją osobą inne zgoła preferencje związane z życiem doczesnym. Wszak każdy musi cos tam na kolację zjeść.
A u tego Piaska, to było klawo. Klawo jak cholera, jak mawiał Egon z gangu Olsena. Ni w ząb ni w dupę.
Byłem taki, jestem taki, a będę … No właśnie, będę taki na jakiego czekacie. Będę taki o jakim śnicie, będę taki jak kupon totka przed losowaniem. Każdy jest wygranym do momentu, aż nie sprawdzi wylosowanych liczb i porówna je z kuponem. Warto się wstrzymać z tym „sprawdzam”. Im dłużej śnimy, tym dłużej jest super.
6 stycznie 1923 roku, kiedy Cerkiew obchodziła Boże Narodzenie, korespondent „Izwiestii” tak opisał wysłane na ulice Moskwy grupy sympatyków bolszewizmu:
Bogobojni moskiewscy filistrzy byli świadkami bezprecedensowego spektaklu. Od Sadowej, aż po Plac Rewolucji sunęła niekończąca się procesja bogów i pogańskich kapłanów. Oto żółty Budda na krzywych nogach, udzielający błogosławieństwa, męcząco przebiegły i skośnooki. I babiloński Marduk , prawosławna dziewica, chińscy mnisi i katoliccy księża, papież rzymski w swojej żółtej tiarze błogosławiący nowych wiernych z kolorowego samochodu, pastor protestancki na wysokim słupie… Rosyjski chłop w typowej stule, za drobną opłatą proponujący każdemu ponowny ślub. A tu mnich siedzący w czarnej trumnie z relikwią świętego: on również zachwala swój towar niewymagającemu nabywcy. Żydowski rabin z uniesionymi rękami, głosem zmęczonym i żałobnym opowiada, jak to „ksiądz miał psa , który zjadł kawałek mięsa”. Rabin pokazuje ręką, jak duży był ten kawałek.”Ach… zabił go…”. Obok przechodzi zwarta kolumna młodych dziewcząt o zarumienionych twarzach. Z ich ust wydobywają się kłęby pary i płyną dźwięki pieśni:
„Nie trzeba nam rabinów, nie trzeba nam popów,
Bić burżujów, dusić kułaków”
Wydawać by się dziś mogło, że to przeszłość, śmieszna przeszłość dla niektórych. Tak jednak było. Poszły za tym dalsze czyny.
Dopóki Palikot ma na sztandarach walkę z wiarą, włos mu z głowy nie spadnie. Co najwyżej wchłonie resztę Lewicy.
Dopóki Palikot nie rządzi lub nie-współrządzi, będzie wykorzystywany w wygodnych dla Tuska segmentach rządzenia. Gorzej, jak lud uwierzy w jego przekaz: wszystkim większa kwota wolna od podatków, wszystkim zero problemów z administracją, a przedsiębiorcom… Robin z lasu biłgorajskiego nie złupie karawany.
Tylko, że ja nie pamiętam jak skończył Robin z Sherwood, za to pamiętam, że Janosk zawisł na haku, było nie było, ku rozpaczy ludu.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)