Józef Wojciechowski, do niedawna właściciel Polonii Warszawa jest dziś człowiekiem bardzo zawiedzionym.
Przez 6 lat wpompował do klubu z Konwiktorskiej sporo więcej niż 100 mln zł. Jak dziś sam mówi, został oszukany przez managerów, trenerów, współpracowników oraz samych piłkarzy. Jednym słowem biznesmen, który z takim powodzeniem budował swoje biznesowe imperium, dał się zrobić na szaro nawet ludziom po szkołach zawodowych. Ja od siebie dodałbym, że także politykom. Nie jest tajemnicą, że na trybunach zasiadał w towarzystwie Oleksego, Kalisza czy też Marka Siwca. Dziś jednym tchem Wojciechowski wymienia nazwiska ludzi, którzy wyciągali od niego „kasę”.
Pierwszym, który go „oszwabił” miał być manager Cezary Kucharski, dziś poseł PO, dzięki któremu powstał słynny Klub Kokosa. Poszło o zawodnika Znicza Pruszków, Daniela Kokosińskiego, którego w 2007 roku zatrudnił ówczesny trener Czarnych Koszul, Jacek Grębocki. Prowizję zebrał Kucharski, a na Głębockim zawisły czarne chmury, bo prawdopodobnie miał swój interes w zatrudnieniu tego zawodnika. Wkrótce okazało się, że Kokosiński nie zrobi kariery piłkarskiej. Jednakże chłopak był tak uparty, że do końca zrealizował swój kontrakt w Polonii, żegnając się z nią dopiero 1 lipca tego roku. Zamiast odejść wolał przez dwa i pół roku nie grać i pobierać tylko pensję. Średnio zarabiał 18 tysięcy złotych miesięcznie. Otrzymywał nawet podwyżki, które gwarantował mu kontrakt. Wojciechowski płacił.
Zdaniem Wojciechowskiego, wyrolował go też Arkadiusz Onyszko , który podpisał z Polonią umowę mimo choroby nerek. – Przyszedł do nas wiedząc, że ma przewlekłą chorobę, która nie pozwala mu grać w piłkę. I musieliśmy mu płacić przez ileś tam miesięcy, ciągać się z nim w sprawach prawnych. Dla mnie to jest nikt więcej jak oszust, bo wiedział o swojej chorobie, a z nami podpisał kontrakt – żalił się w mediach.
Na kasę naciągali go menedżerowie, a nawet jego pracownicy. Kilkakrotnie sam żalił się mediom, że wyrolował go holenderski zaciąg, Theo Bos , Jan de Zeeuw , czy Bogusław Kaczmarek (trener), którzy ponoć sprowadzali do klubu piłkarzy, za których pobierali prowizje.
Wojciechowski nie zwali jednak wszystkiego na ludzi, którzy go otaczali. Ostatecznie to on był decydentem. W końcu w biznesie sobie dobrze radził. Dziwi więc frustracja managera pierwszego chowu.
Czy Wojciechowski był aż tak naiwny ?
Trudno w to uwierzyć.
Ostatecznie Polonię przejął (kupił) znajomy Wojciechowskiego, Ireneusz Król, prezes spółki Ideon, dawniej Centrozap. Król zaangażował się w były klub GKS Katowice. Jego pomysł na piłkę polega na dokonaniu fuzji Polonii Warszawa z katowickim klubem, którego siedziba miałaby być w Katowicach.
Nie chcesz dokładać do interesu w I lidze? Wywalcz awans, albo... kup licencję. - Co rok 7 milionów złotych, a teraz będziemy mieli chociażby pieniądze z Canal+, czy od Ekstraklasy.
Na razie działamy pod szyldem KP Katowice, a kiedy już wszystkie formalne sprawy uda się załatwić, będziemy używać nazwy i herbu Gieksy . Wiadomo, wolałbym, aby awans do ekstraklasy dokonał się na boisku, ale to nam się nie udało - dodaje. Wie, że kupowanie licencji to ryzykowny interes, ale przekonuje, że bez ryzyka nic się w życiu nie osiągnie – mówi Król.
Ta argumentacja jest jednak mało przekonująca.
GKS to historia, mecze w europejskich pucharach, a dziś ktoś jednym ruchem to wszystko burzy. Tylko dlatego, że ma pieniądze i chce się wylansować - mówi Dariusz Wolny, były pomocnik GKS-u Katowice i dodaje - niestety, teraz w Polsce za kasę można mieć prawie wszystko, bo serce i rozum na pewno nie. Wiemy, jak było za czasów Dospelu Katowice. Nikt się z tym tworem nie utożsamiał. Teraz też tak będzie. Pan Król strzela sobie samobója, bo który kibic będzie chodził na mecze takiego dziwnego stworka. I po co to wszystko? Dla tych kilku milionów za transmisje z Canal +?
Ludzie, w których głowach urodził się pomysł fuzji, nigdy nie grali w piłkę i nie wiedzą, jak ważne dla drużyny wsparcie kibiców. I jak może pomóc doping z "Blaszoka". Oni nie rozumieją, że każdy klub przeżywa co jakiś czas okres pewnej stagnacji, ale to kiedyś się kończy. Z GKS-em też by tak było i prędzej czy później drużyna awans by wywalczyła. Na normalnych i zdrowych zasadach. Wystarczyłaby odrobina cierpliwości .
Z kolei Krzysztof Markowski, były kapitan GKS-u mówi - może znajdzie się grupka fanatyków, którzy będą do Krakowa jeździli, ale nawet oni będą musieli zadać sobie pytanie: ile tak naprawdę ten twór ma wspólnego z GKS-em?
Król pomimo protestów kibiców i działaczy katowickiego klubu, a także sporej części opinii sportowej na Śląsku, wdraża swój plan w życie.
Dziwić może jego determinacja, bo przecież na przykładzie Wojciechowskiego widać, jak działania „biznesowe” w polskim footballu się kończą. Gdy dochodzi do tego jawny brak akceptacji środowiskowej, to taki plan na biznes stoi z góry na przegranej pozycji.
O co więc chodzi tak naprawdę Ireneuszowi Królowi ?
Niektórzy twierdzą, że na plajtach też się nieźle zarabia.
Tylko, że ja nie mam takiej głowy do interesu jak Wojciechowski i Król.
P.S.
S24 „chodzi” jak stara ciota. To też taki pomysł na biznes ?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)