Czytam,że Władze Czech wprowadziły całkowity zakaz sprzedaży alkoholu o mocy ponad 30 proc. Mocne trunki mają natychmiast zniknąć ze sklepów, hoteli i restauracji w całym kraju, po zgonach 19 osób, które zatruły się alkoholem metylowym.
Decyzja o tyle zaskakująca, co i odważna. Oczywiście czasowa.
Przyszło mi na myśl więc wszystko to, co czeskie - z trunków wszelakich - z doskonałą Becherovką na czele.
Jak sięgam pamięcią wstecz, to zawsze można było u naszego południowego sąsiada kupić alkohol „podejrzanej” reputacji ze słynnym spirytusem Royal na czele. Parali się tym uliczni sprzedawcy różnych nacji – Cyganie, Wietnamczycy czy ludzie o kaukaskich rysach twarzy.
Zresztą i w uznanych sklepach można było kupić alkohol bez nalepki akcyzowej, bo Czesi takiej formy kontroli nie znali swego czasu. Dziś to już wygladą inaczej, ale stare nawyki widocznie pozostały.
A poza tym to Czesi się zdziadowili ogólnie.
Weźmy takie piwo. Owszem Radegast, Pilzner, Budweiser i inne doskonałe marki nadal funkcjonują, ale piwo już nie to samo.
Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.
W dobie wielkich koncernów, zunifikowanych linii produkcyjnych nic już nie jest takie samo jak było i chociażby nie wiem jakie sekretne składniki zostały zachowane w recepturach, to i tak czeskie piwa nie umywają się do takiego Guinessa, którego smak jest taki sam od zawsze.
O zgrozo !
Nawet „kufel” Radegasta nie smakuje już tak samo, bo w piwiarni nie ma już tego zapachu chmielu, który w upalny dzień chłodził nozdrza człowiekowi zanim zagłębił się w niespotykanej gdzie indziej pianie... i to uczucie łaknienia tego pierwszego łyku.
No i ta wspomniana Becherovka. Dawno nie piłem. Ciekawe, czy smakuje tak samo, czy też się zdziadowiła tak jak to piwo ?
Jak „odwiną” ten zakaz, to sie wybiorę do Ostravy.
Po Becherovkę, a co mi tam szkodzi sprawdzić.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)