Wręczanie orderów i medali zawsze budzi jakieś tam kontrowersje. Tym bardziej, że te najważniejsze ( najistotniejsze) decyzje w tej kwestii są podejmowane na najwyższym szczeblu władzy – w naszym przypadku przez prezydenta – po zaopiniowaniu poprzez wielce szanowne grono wskazane przez wybranego. By było dokładniej – zaproponowane przez wskazującego.
PRL był w tej materii bardziej konkretny, bo obdzielał medalami równo tak dygnitarzy jak i pracującą część klasy robotniczej, która to – przypomnijmy – była w sojuszu z chłopstwem, określanym jako sojusz robotniczo-chłopski. Przerobiłeś chłopie, kobieto 20 lat w jednej firmie, to ci się należy wyróżnienie. O tym pamiętano, jak amen w pacierzu, którego z kolei nie uznawano. Była to jednak jakaś forma docenienia wkładu szaraczka w jakiś tam rozwój, czy stabilizację. Ni jak to porównać z dzisiejszymi imprezami integracyjnymi czy też darmowymi biletami do kina lub na siłownię. Tak. Prawda czasu, prawda ekranu.
Ta blaszka znaczyła więcej niż dzisiejsze ponoć ekskluzywne chianti na plebejskim z definicji szwedzkim stole, przypominającym garkuchnie na ówczesnych dworcach kolejowych. Rzecz gustu, a nader smaku.
Cóż więc mamy dziś po erze komunistów z jednym przebłyskiem godności w czasach prezydentury Kaczyńskiego, który odkopał z pokładów świeżej co jeszcze niepamięci Annę Walentynowicz, Andrzeja Gwiazdę oraz szereg działaczy Solidarności, o których zapewne już dziś nawet pies z kulawą nogą nie wspomni ?
Mamy orderownię.
Różnica pomiędzy tym minionym ponoć PRL-em, a czasami dzisiejszymi polega na trywialnej konstatacji – o ile wtedy dawano dygnitarzom i plebsowi, tak dziś daje się tylko dygnitarzom. I to jakim !
Jerzy Buzek – człowiek , który zasłynął wdrożeniem trzech kluczowych reform, z których dziś już nic nie pozostało, gdyż rzeczywistość okazała się dla nich zbyt brutalna. Człowiek, który został obdarzony zaufaniem społecznym większym niż dzisiejsza PO. Człowiek, który to zaufanie wprost sprofanował, doprowadzając ruch Solidarności do agonii, zostaje dziś odznaczony przez prezydenta RP Komorowskiego najwyższym odznaczeniem państwowym.
Tymczasem przez media głównego nurtu półgębkiem przebiegła wiadomość, że Bronisław Komorowski odznaczył w poniedziałek przedstawicieli amerykańskich fundacji, które angażowały się we wspieranie demokracji i budowę społeczeństwa obywatelskiego w Polsce oraz w innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Prezydent wręczył odznaczenia państwowe. Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Zasługi RP otrzymał George Soros, który kierował i finansował Open Society Foundations, która od 1988 r. wydała w Polsce kilkadziesiąt milionów dolarów . Bynajmniej jednak nie na inwestycje.
To przecież Jaruzelski prowadził negocjacje z Sorosem od roku 1985. To przecież cała neoliberalna doktryna Balcelowicza, była wymysłem Sorosa. To przecież Soros wysłał Mazowieckiemu Sachsa, a ten delegował mu do pomocy wspomnianego Balcerowicza.
Nie mam zamiaru w tym tekście wdawać się w dywagacje na temat – kim jest Soros i o co mu chodzi. Napiszę tylko, że był finansowo-gospodarczym animatorem procesów gospodarczych w krajach byłego bloku sowieckiego, a także lewicujących gospodarek Ameryki Środkowej i Południowej, na których to dziś koncentruje głównie swoją uwagę.
Soros, pomimo znacznej pozycji w światowej finansjerze nie jest jednak osobą , która jest mile widziana w kręgach politycznych tak USA, Wielkiej Brytanii, czy też Niemiec. To po prostu dla niego zbyt wysokie progi.
Jedynie w nie do końca post – PRL-owskiej Polsce jest przyjmowany z honorami.
Może to dziwić, bo Soros nie jest osobą , której przysługuje dziś szczególna atencja w pozostałych krajach byłego bloku sowieckiego.
Cóż to jednak szkodzi naszym kontynuatorom słusznej linii PZPR ?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)