Zebe Zebe
3381
BLOG

Co mogą Lemingi

Zebe Zebe Polityka Obserwuj notkę 100

Ten tekst wymaga pewnego wstępu – dziś już śmiało można by napisać, że wstępu historycznego. Myślę, że nie zanudzę potencjalnego czytelnika, stwarzając sobie przy okazji pretekst do pewnej osobistej retrospekcji.
W drugiej dekadzie lat osiemdziesiątych, gdy system zaczął się „walić” w fundamentach, partia ludzi pracy, nazywana  PZPR, postanowiła dokonać aktywizacji nie tylko swoich członków, ale także osób spoza jej struktur. Miało to być coś na wzór społeczeństwa obywatelskiego, w którego głos ta że partia wsłucha się wnikliwie i wyciągnie wnioski zgodne z głosem oddolnym.
 
Zainicjowano   więc tzw. otwarte zebrania partyjne, na które zapraszano usilnie osoby nie będące członkami PZPR. Przymusu nie było, ale była taka, „wicie – rozumicie”,  chęć szczera. Po takich zebraniach często zdarzała się „darmowa” wódeczka, czy też seans filmowy prosto z nowiusieńkiego magnetowidu, który to odtwarzał filmy zza żelaznej kurtyny i to bynajmniej nie te najbardziej słuszne. Na to po cichu partia przyzwalała.
W owym czasie byłem jeszcze stosunkowo młodym inżynierem, który właśnie dobijał do „trzydziestki”. Na fali tej swoistej przemiany , w którą to nieśmiało weszła PZPR, zostałem kierownikiem oddziału, pomimo tego, że nie byłem nigdy członkiem tej partii. Jednym słowem towarzysze -  wraz z pierwszym sekretarzem w przedsiębiorstwie -  mi  zaufali. Zapewne takie były najświeższe dyrektywy z centrali, co nie wszystkim się podobało.
 
 Cała ta sytuacja była jednak jakoś  tam nienaturalna, bo z jednej strony przełożeni patrzyli na mnie „z byka”, a z drugiej strony podwładni widzieli we mnie kogoś „z innej planety”. Byłem jednym z dwóch pierwszych kierowników,  który nie należał do PZPR. Było jednak oczywiste, że dla przełożonych byłem wrogiem, a dla podwładnych chyba jednak jakąś tam nadzieją na przyszłość. Dziś mogę tak napisać, gdyż dwukrotnie w czasach po 89 roku zostałem wybrany do rady pracowniczej, zbierając  w wyborach najwięcej głosów w skali przedsiębiorstwa. To tak na marginesie.
 
Trwał więc ten „oddolny”, ożywczy nurt w PZPR. Mnożyły się postulaty. Nikt nikogo nie krytykował z pozycji partyjnych.
Doszło nawet do dwóch zabawnych momentów w stosunku do mojej osoby. Udałem się na jedno z takich otwartych zebrań partyjnych. Powitano mnie niezwykle gorąco – można by napisać, że wyjątkowo gorąco, gdyż wysunięto moją kandydaturę na pierwszego sekretarza POP ( podstawowa organizacja partyjna), pomimo tego, że przecież nie należałem do PZPR.
Drugim, nie mniej zabawnym momentem, było wręczenie mi przez wojewódzkiego sekretarza PZPR ( chyba nazywał się Ferensztajn), indeksu WUML ( wieczorowy uniwersytet marksizmu-leninizmu). Wszystko odbyło się w sposób wprost niewyobrażalny dzisiaj.
Pretekstem było otwarcie hali widowiskowo-sportowej. Na tej gali wywołano na scenę kilku inżynierów i wręczono mam owe indeksy. Zaskoczenie było kompletne, bo trzech z nas nie było członkami partii.
W czwórkę pojawiliśmy się na inauguracji zajęć i była to ostatnia nasza tam wizyta.
Co prawda ten czwarty ukończył „studia”, a my obrywaliśmy nader często po premii – oczywiście powód zawsze się jakiś  znalazł – ale widzieliśmy jak z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień władze tracą argumentację.
Próbowano wykreować fikcję w oparciu o  stymulowane odgórnie postawy oddolne. Wszystko to i tak miało służyć tylko i wyłącznie legitymizacji murszejącej władzy.
 
Tytułowe Lemingi, to dla mnie wszyscy ci użyteczni idioci, którzy dają się nabierać władzy na jakiekolwiek stymulowane odgórnie działania mające stworzyć wrażenie, że mamy do czynienia ze społeczeństwem obywatelskim, odpowiedzialnym i krytycznym w stosunku do władzy, a przede wszystkim świadomym swoich racji.
Doskonałym przykładem jest tu „inicjatywa” ministra Nowaka, poparta ochoczo przez TVN w postaci jej dyżurnych dziennikarzy.
Tak Lemingi – piszcie maile i opisujcie gdzie radary są potrzebne, a gdzie zbędne. Władza się nad wami pochyli z troską, co oczywiście nie znaczy, że spowodujecie, iż tych radarów będzie mniej. To oczywiście też nie znaczy, ze będzie bezpieczniej na drogach.
Za to będzie ciekawiej, ale tego pod osąd społeczny już nie poddano.
 
Wszak przepisów kryminogennych nie wolno oceniać.
Nowość polega na tym, że możesz uniknąć punktów karnych w przypadku, gdy zapłacisz „ekstra” za mandat. Czyż to nie jest przypadkiem  państwowy korupcjonizm ?
Niech mi ktoś wytłumaczy, co to ma wspólnego z bezpieczeństwem na drogach.
 
Niech mi to wytłumaczy ktoś z tych użytecznych idiotów nazwanych przeze mnie  Lemingami.
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (100)

Inne tematy w dziale Polityka