Muszę powiedzieć, że jestem nadzwyczaj spokojnym człowiekiem. Rzadko kiedy wznoszę się na chociażby przedgórze emocji związanych z polityką.
Dziś zaś, chyba mnie od niepamiętnych czasów o mało co nie trafił szlag.
Wysłuchałem w całości ponad godzinnego monologu premiera Tuska, z którego nie dowiedziałem się praktycznie nic. Co ja piszę – nie praktyczne, a w ogóle nic !
Wiem, ze Tusk potrafi gadać godzinami i wiem, że z tego nic nie wynika, a pomimo to się zdenerwowałem.
Nie chce mi się liczyć, ile nas podatników kosztuje każda minuta funkcjonowania premiera, któremu przecież jako podatnicy nie płacimy za te symboliczne 8 godzin. Płacimy mu nawet wtedy gdy lata samolotem lub śmiga na nartach tam i wewte, płacimy mu też, kiedy on nadzwyczajniej śpi i nieważne, że zdarza mu się w czasie snu nie odebrać telefonu chociażby od takiego Obamy. No bo przecież jak śpi, to nie odbiera.
Niech więc będzie, że się czepiam.
Tylko, ze jak ja sobie pomyślę, że wynikiem tego naszego płacenia jest przysłowiowe „zero” konkretów, to nieodparcie nachodzi mnie myśl straszna, a zarazem jakże swojska.
Przychodzi mi mianowicie na myśl ten pospolity hydraulik lub malarz-tapeciarz ( tu przepraszam wszystkich solidnych rzemieślników), który to zwodzi nas gadką – szmatką nie dotrzymując terminów i obietnic, a zarazem żądając kolejnych zaliczek. Dom rozbabrany, a ten zjawia się po kolejnych trzech dniach nieobecności i wciska nam przez ponad godzinę kit.
Zaraz też przychodzi mi na myśl jedna baba i jakiś cwaniaczek, co to na przemian wykrzykują, że Unia ich okradła, a z drugiej strony – dobrze, ze ich okradła, bo powiedziała, ze odda – tylko nie wiadomo kiedy, ile i tak naprawdę dlaczego.
A może ta Unia inaczej gada z cwaniaczkami, z którymi my sobie nie potrafimy poradzić ?
Może pora skończyć z tymi chojrakami co to tylko mocni w gębie ?
Bądźcie pewni, że już niedługo przyjdą po kolejną zaliczkę. Wszak oni nie pracują „na umowę o dzieło”, a na „godziny”.


Komentarze
Pokaż komentarze (95)