Jak donoszą korespondenci z Brukseli, francuski prezydent Hollande zaproponował Angeli Merkel obniżenie kursu eurowaluty w stosunku do dolara.
Oczywiście takie stanowisko w sposób pośredni podważa istotę wspólnej waluty , której kurs jest tak naprawdę gwarantem dominacji gospodarki niemieckiej nad całą resztą gospodarek strefy euro. Obniżenie kursu euro w stosunku do innych, znaczących w świecie walut nie leży w interesie Niemiec z prostej przyczyny.
Niemiecki eksport nie opiera się na konkurencji cenowej. Opiera się na wysokiej jakości produktów oraz ich innowacyjności i niezawodności.
Reszta krajów strefy euro – i jak się okazuje także Francja – jak kania dżdżu potrzebują zwiększenia konkurencyjności ich eksportu. Warunkiem zaś koniecznym do tego jest deprecjacja ( obniżenie wartości) wspólnej waluty.
Hollande przyznał więc pośrednio, że „euro” jest obecnie hamulcem na drodze w pokonywaniu kryzysu.
Strefa euro znalazła się w przysłowiowym potrzasku, a sytuacja wygląda z przyczyn politycznych na patową.
USA poprzez dodruk dolara są w stanie kontrolować wartość „euro” na rynkach finansowych w ten sposób, że wynikiem jest osłabienie siły eksportu całej strefy.
Z drugiej zaś strony obiżenie (dewluacja) kursu „euro” spowoduje większe obciążenia fiskalne Niemiec, a na to Merkel nie ma zamiaru wyrażać zgody.
Oczywiście tzw. „solidarność europejska” nie ma tu nic do rzeczy, bo przecież widać jak na dłoni, że interesy Niemiec nie współgrają z interesami reszty państw członkowskich.
Gdyby zaś każde z państw posiadało własną walutę – można by było dokonać „zewnętrznej” jej dewaluacji, poprawiając swoje pozycje eksportowe. Amerykanie przyglądaliby się baczniej „marce niemieckiej”, a nie jakimś tam „lirom” włoskim lub hiszpańskim „peso”. To jednak nie byłoby po myśli Niemiec o czym Angela Merkel dobrze wie.




Komentarze
Pokaż komentarze (24)