Patrząc na najnowszą okładkę Newsweeka by Lis nie odczułem jakichkolwiek emocji. Lis po prostu nie jest w stanie mnie podniecić ani w przenośni, ani dosłownie. Nie jest też w stanie mnie w jakikolwiek sposób oburzyć.
Dla mniej odpornych lub bardziej wierzących ma to jednak – jak się okazuje – inne znaczenie.
Wszystko działa na nich zawsze trzy razy – podobnie jak po trzecim knockdownie następuje knockout.
Dziś właśnie czytam, że taki przysłowiowy szlag w pysk - a raczej cios w jaja- dostał ksiądz Sowa znany głównie z TVN-u.
Zakładam, że był to pierwszy knockdown i wielebny podniesie się jednak z desek . Pozostaną mu jeszcze – by być w terminologii bokserskiej – dwa ciosy. Ten drugi zakonczy walkę, więc Sowa niech się pilnuje.
To było chamskie ! – odezwał się wspomniany ksiądz.
Przyznam, że dopiero w tym momencie poczułem się nieswojo.
Wyobraziłem sobie, że to ksiądz Sowa przytula moją głowę do siebie na wysokości rozporka. Po chwili przyszło mi jednak na myśl, że ksiądz Sowa ma prawo czuć się jeszcze gorzej.
Ja już nie jestem dzieckiem, a ksiądz Sowa jest dalej Księdzem !!!
Jednym słowem ten cwany Lis uderzył też w tego Sowę nie zdając sobie z tego najwyraźniej sprawy. Uczucia kapłana zostały więc co nieco podeptane w sposób brutalny.
No a przecież ksiądz Sowa pisze nie tylko dla Newsweeka, ale i dla pewnego parówkowego portalu.
Pisze także dla Gazety Wyborczej, jada śniadania w TVN-ie z „mistrzami”. Co prawda drugie śniadanie, ale kto tam wie, może i w planach było to pierwsze. W tefałenowskiej „religii” dyrektoruje…
Przypomniał mi się kolega wielebnego. Niejaki Hołownia, który też się swego czasu co nieco zbulwersował. Jego to psami poszczuli w Newsweeku i na owym parówkowym…
Biedaczyna odeszła.
Ja tam dam się przytulić, byleby tylko ksiądz poczuł się lepiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)