Wczorajsza wypowiedź Jerzego Buzka w wieczornym paśmie TVN-u na temat kandydatury Donalda Tuska na stanowisko - aktualnie zajmowane przez Barroso - zbytnio nie powinna dziwić. Kandydatura Tuska jest najlepszą z możliwych z punktu widzenia interesów Niemiec. Myślę też, że ostatecznie Donald Tusk zostanie przewodniczącym Komisji Europejskiej. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że decydujący głos w tej sprawie będzie miała EPL (Europejska Partia Ludowa) zdominowana przez Niemców. To EPL rozdaje wszystkie wysokie stanowiska unijne. Można by nawet pokusić się o tezę, że robi to niejako przez aklamację, bo każde głosowanie w sprawie wspomnianych stanowisk jest uzgadniane przed głosowaniem, a to jest już tylko zwykłą, fasadową formalnością.
Donald Tusk, który na arenie unijnej realizuje politykę niemiecką jest więc idealnym kandydatem na to stanowisko. Poza tym wizerunkowo można będzie ten fakt bardzo dobrze sprzedać – człowiek z byłego bloku wschodniego, gorący zwolennik idei europejskiej, premier wielkiego ( powierzchniowo) kraju w Europie itp. itd. Zastrzeżeń nie będzie też miała zapewne Francja oraz pozostałe kraje „północy”. Tusk nie zadarł z nikim w ostatnich 6 latach więc nie ma istotniejszych powodów, by rzucać mu kłody pod nogi.
Donald Tusk nie musi nawet startować w najbliższych wyborach do Europarlamentu, gdyż stanowisko Przewodniczącego Komisji Europejskiej tego nie wymaga. Taka więc jest ta unijna demokracja. Podobnie zresztą jest ze stanowiskami, które zajmują baronessa Ashton, czy prezydent van Rompuy, a także z wieloma innymi.
Stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej automatycznie uniezależni Tuska od polityki krajowej. Warto więc o tym pamiętać w kwestii przyszłych losów Platformy Obywatelskiej. Kadencja Barroso kończy się w przyszłym roku. Tuskowi nie pozostało więc zbyt wiele czasu do namysłu. Jeżeli Merkel wygra najbliższe wybory w Niemczech – co jest prawie pewne – Tusk może czuć się nowym przewodniczącym.
Sytuacja w samej Platformie jest więc na dzień dzisiejszy wyjątkowo skomplikowana. Z jednej strony zapowiedź przyszłorocznych wyborów na stanowisko szefa partii oraz sposobu przeprowadzenia wyborów, z drugiej strony zaś słabnące notowania partii związane z pogarszającą się sytuacją ekonomiczną, ujawnianymi coraz częściej faktami niekompetencji i braku gospodarności na szczeblach ministerialnych powodują, że w partii coraz częściej ujawniają się oznaki chaosu dotyczące przekazu i wizerunku.
Teoretycznie Donald Tusk mógłby zostać przewodniczącym KE przy równoczesnym utrzymaniu przywództwa w PO. To jednak byłoby mało prawdopodobne. Sprawa przyszłej sukcesji w partii jest więc wątkiem bardzo ciekawym. Nie sadzę, by schedę po Tusku mógł przejąć Schetyna lub Gowin. Takie rozwiązania doprowadziłyby do ostrych walk frakcyjnych, co w aspekcie realnych, przegranych następnych wyborów parlamentarnych, doprowadziłoby do kryzysu porównywalnego z tym, jaki od paru lat przeżywa polska Lewica. Dlatego też w interesie Donalda Tuska czy też szerzej – PO – byłoby wysuniecie na stanowisko przewodniczącego kogoś w rodzaju Jerzego Buzka, czyli kogoś nie uwikłanego w „kontrowersje” wewnątrzpartyjne.
Ostatecznie Donald Tusk ma jeszcze rok na jasne określenie swoich zamierzeń. Zapewne zdaje sobie sprawę, że szansa, która coraz wyraźniej się przed nim zarysowuje może być ostatnią. Z punktu widzenia interesów Polski niewiele to zmienia. Słabość Tuska wobec europejskich decydentów jest dla nich zaletą. Dla nas niekoniecznie.


Komentarze
Pokaż komentarze (59)