Ostatnie zamieszanie wokół finansowania partii politycznych jest dla mnie czymś, co powinno skłonić społeczeństwo do refleksji. Tylko bynajmniej nie takiej, że finansowanie partii politycznych z budżetu należy zlikwidować. Osobiście muszę przyznać, że aczkolwiek bulwersujące niektóre wydatki z partyjnych kas nie napawają optymizmem i najzwyczajniej budzą gniew , a co za tym idzie prowokują do chęci stosowania radykalnych rozwiązań, to pomimo tego w takiej demokracji jak niedojrzała społecznie demokracja polska, dotychczasowy system powinien pozostać. Wymaga on jednak pewnej modyfikacji. Nie chodzi mi o to, czy pieniędzy partie mają za dużo, czy za mało.
Nie chodzi mi też o to, na co te pieniądze wydają. Jeżeli wydają je zgodnie z obowiązującym prawem, które nie zabrania np. płacenia za sukienki premierowej, czy też za wizyty w klubach „Go-Go”, to niech je wydają i nic mi do tego. Niech to będzie jednak transparentne i niech opinia publiczna sama wyrobi sobie zdanie na ten temat, pamiętając o tych faktach w trakcie kolejnych wyborów . Niech ludzie zdają sobie sprawę z tego kto nimi rządzi i w jaki sposób. Niech widzą, że premier to zwyczajny sknerus, a przy okazji hipokryta, który z rozbrajającą szczerością mówi do kamer, że jego żona postawiła mu ultimatum i on musiał wyłożyć na te sukienki z kasy partyjnej, bo przecież nie ze swojej - swoją drogą to jest "masakra" dla premiera i jego kamaryli. Taki to premier rządzi prawie 40 milionowym krajem . Uświadomij to sobie wreszcie ludu pracujący miast i wsi.Polską rządzi partia, która nie ma zielonego pojęcia jak zarządzać "własnymi" pieniędzmi, a co dopiero naszymi podatkami w skali całego kraju !
Opublikowanie wydatków partii politycznych zostało wykorzystane jednak przez Donalda Tuska do kolejnej próby ograniczenia demokracji w Polsce. Nie trzeba tego tematu zbytnio rozwijać, by dojść do takiego wniosku. Tusk przy okazji ujawnienia „brzydkich” praktyk w swojej partii, chce ukarać za to „sprawiedliwie” wszystkie pozostałe partie zasiadające w Sejmie.
Wyobraźmy sobie, że największa partia rządząca w Niemczech głosem Angeli Merkel oświadcza, że ma w planie zlikwidowanie dotacji dla partii politycznych. Łatwo sobie wyobrazić, co by się wtedy u naszych zachodnich sąsiadów działo. Ograniczanie demokracji byłoby wcale nie najcięższym zarzutem. Zarzutem o wiele cięższym byłoby przypomnienie działań Hitlera w kwestii likwidacji partii politycznych i porównanie obecnej pani kanclerz do pana z wąsikiem. Wyczuleni na tym punkcie Niemcy niechybnie podziękowaliby Angeli za dotychczasowe usługi na rzecz ich państwa. Warto przy okazji zaznaczyć, że w Niemczech dotacje z budżetu państwa dostają także niektóre partie, które nie mają swojej reprezentacji parlamentarnej, gdyż zabrakło im iluś tam procent do przekroczenia progu wyborczego.
W Polsce dotacjami objęte są tylko te ugrupowania, które znalazły się w Sejmie. I to właśnie trzeba zmienić, a nie mówić o likwidacji dotacji. Oczywiście taką zmianą nie są zainteresowani sami politycy zasiadający w Sejmie. Może więc potrzebna jest społeczna akcja na rzecz zmiany zasad finansowania partii politycznych w taki sposób, by ugrupowania, którym niewiele zabrakło, by dostać się do Sejmu otrzymały jakieś kwoty na dalsze prowadzenie działalności ?
Może najwyższa już pora, by zebrać podpisy pod wnioskiem o referendum w tej sprawie ?
Politycy jak wspomniałem, nie są tym zainteresowani. Zainteresowanymi zaś powinniśmy być my, obywatele. Zabetonowaną scenę polityczną da się rozmontować tylko w ten sposób.


Komentarze
Pokaż komentarze (50)