Zebe Zebe
1211
BLOG

Był sobie Mistrz

Zebe Zebe Kultura Obserwuj notkę 13

 

W zasadzie wszyscy Ci, którzy przebrną  przez ten tekst wiedzą kim był Nikifor. To naprawdę ciekawa postać, która posiadała wszelkie cechy by zostać uznanym. Nie pisząc o jego obrazach, wystarczy wspomnieć o życiu. Życiu tragicznym, nędznym do potęgi, ale przy okazji odkrytym przez ludzi już w latach 30-tych ubiegłego wieku, którzy postanowili „wylansować” postać tego nieprofesjonalnego malarza, określanego dziś imieniem jednego z największych prymitywistów epoki w której żył. Nie wiem ile zarobili na nim ci, którzy posyłali jego obrazy do Holandii, Niemiec i innych krajów. Zapewne sporo, chociaż sam Nikifor prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy z rzeczy, które wokół niego się dzieją. Przypominam sobie tak przy okazji  płytę grupy  No To Co, zatytułowaną „Nikifor” i ilustrowaną jednym z jego obrazów.
 
W PRL-u często pokazywano naturszczyków ludowych. Nie traktowano ich na ogół poważnie. Zawsze gdzieś tam lokowano ich w rejonach jarmarków lub odpustów, a znakiem rozpoznawczym całego tego zjawiska był „Chrystus Frasobliwy” wystrugany z kawałka drewna lub tandetne obrazy przedstawiające sceny ( postaci) religijne, kończąc na „jeleniach na rykowisku”. O ile sobie przypominam, to takim twórcą, któremu chciano przykleić  łatkę twórcy ludowego był Janusz Laskowski, który funkcjonował w jarmarcznym obiegu ze swoją „Beatą z Albatrosa”. To jednak już całkiem inny temat gdyż piszę o „prymitywistach”, którzy z natury  są amatorami – nieprofesjonalistami.
 
Wracając do wspomnianego  „prymitywizmu” chciałbym przedstawić pewną  historię całkiem prawdziwą w skutkach, ale niekoniecznie w moim opisie, gdyż będę bazował na przekazach ustnych ludzi, którzy znają ją  trochę z innej strony niż oficjalna  narracja, którą zresztą też się będę posiłkował.
Górny Śląsk od lat charakteryzował się tym, że twórczość ludowa była tam niezwykle popularna i  w miarę liczebna.
W okresie rządów Gierka zadecydowano, że w imię sukcesów na każdym polu, potrzebny jest też międzynarodowy sukces w dziedzinie ludowej kultury, a jako, że Gierek jakoś tam był związany ze Śląskiem, postanowiono właśnie tam poszukać kogoś, kto by się nadawał do tego celu. Kandydata idealnego znaleziono w Świerklanach – miejscowości znajdującej się pomiędzy Rybnikiem, a Jastrzębiem.
Okazało się, że mieszka tam górnik, który po pracy w kopalni maluje obrazy. Był to kandydat na czołowego, śląskiego przedstawiciela prymitywizmu w malarstwie wprost idealny. Nie malował odrapanych domów, nie malował dymiących kominów, nie malował kapliczek i kościołów oraz postaci świętych. Nie malował także scen historycznych ani postaci historycznych.
On po prostu malował wielkie paprocie, monstrualne ważki, egzotyczne drzewa, a wszystko wyjęte żywcem z krajobrazu ery jurajskiej, tryskające tysiącem kolorów. Tym człowiekiem był Ludwik Holesz i to jego postanowiono gratis wylansować. Uruchomiono więc machinę wszystkiego, co z kulturą w owym czasie było związane – muzea, galerie, szkoły, gmachy użyteczności publicznej, ale nie tylko.
 
Do Holesza zaczęły przyjeżdżać osobistości znane w kręgach sztuki, literatury i polityki -byli u niego Francuzi, Niemcy, Kubańczycy, byli też z Afryki, Ameryki, a nawet minister kultury z Haiti przyjechał zobaczyć  galerię malarza.  Cały tydzień spędziła tam  poetka Barbara Sadowska.  Była też Agnieszka Osiecka, która odwiedziła Holeszów wraz z Szymonem Kobylińskim. Sława Holesza przekroczyła granice Polski. Za tym wszystkim poszły też pieniądze. Obrazy Holesza zaczęły się sprzedawać niczym świeże bułeczki.
W 1988 roku w jego domu powstała galeria jego obrazów. Ludwik Holesz jest autorem przeszło 2500 obrazów i szkiców. Jego prace znane są w blisko 30 krajach w Europie i Ameryce. Znajdują sie w zbiorach wielu muzeów krajowych i zagranicznych, a także w zbiorach prywatnych Królowej Anglii Elżbiety, Księcia Walii, Helmuta Szmida i u wielu innych znanych osobistości. W ciągu trzydziestu lat jego twórczości malował przeciętnie tygodniowo jeden obraz.
 
Holesz zmarł w roku 1999. To jednak nie koniec jego historii. Okazało się, że pałeczkę po nim przejęła jego córka i jej syn, a żona zaczęła „hafować” obrazki rodzajowe. Można powiedzieć, że Ludwik położył podwaliny pod domowe przedsiębiorstwo.
Pytanie tylko czy to jeszcze prymitywizm, czy już tylko prymitywizm. Holesz umarł jako bogaty  twórca – amator. I pomyśleć, że wystarczy malować paprotki – byleby tylko mieć mecenasa, którym w jego przypadku było państwo.
 
 
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Kultura