Są sprawy skomplikowane i mniej skomplikowane. Obiegowa opinia mówi, że to co się udało w Ameryce, niekoniecznie musi udać się w Europie. Ja twierdzę, że są sprawy, które nigdy nie udają się w Europie. Ten tekst to moje dywagacje w temacie gazu łupkowego, z którym w Europie różne państwa wiążą różne nadzieje, nie wykluczając z tego Polski. Zainteresowanie potencjalnym wydobyciem gazu łupkowego wzrosło zdecydowanie po sukcesie jaki zanotowano w USA.
Otóż z danych przedstawionych przez różne ośrodki badawcze, takie jak chociażby IHS Cera zajmujący się doradztwem w branży naftowej, wynika, że w USA „ niekonwencjonalne zasoby surowców węglowodorowych” wywołały prawdziwą rewolucję. W latach 2005–2012 produkcja gazu wzrosła tam o 33 %, a wydobycie ropy naftowej o 28 %. Ten swoisty boom doprowadził w 2012 r. do stworzenia ponad 2 milionów miejsc pracy, przyniósł 75 miliardów dolarów wpływów podatkowych i zwiększył dochody każdego gospodarstwa domowego o 1200 dolarów. W świetle światowego kryzysu te dane są dla Amerykanów wielce optymistyczne.
Europa to jednak nie Stany Zjednoczone. Inne uwarunkowania polityczne i różne interesy poszczególnych państw. Francuzi liczą na poprawę bilansu energetycznego, Brytyjczycy chcą skompensować wyczerpywanie się zasobów ze złóż na Morzu Północnym, Duńczycy traktują to jako ciekawy eksperyment, a Polska liczy na uzależnienie się od Rosji w kwestii rozmiarów importu gazu do kraju. Niemcy, jako największy partner handlowy Rosji nie są w ogóle zainteresowani wydobyciem gazu z łupków – przynajmniej na razie. Na to wszystko nakłada się Bruksela z coraz bardziej kreatywnym ustawodawstwem, krępującym ruchy państwom członkowskim.
Tymczasem USA skorzystały dodatkowo na efekcie „ropy i gazu z łupków”. Pozytywne dla gospodarki było nie tylko ożywienie w branży naftowej, ale także obniżenie cen gazu związane ze wzrostem jego produkcji – zmalały one czterokrotnie na przestrzeni sześciu lat. Daje to ogromną przewagę konkurencyjną, która okazała się zbawienna dla energochłonnych sektorów przemysłu i zainicjowała proces ponownej industrializacji w Stanach Zjednoczonych.
Niektórzy eksperci uważają nawet, że osiągnięcie do końca dekady pełnej niezależności energetycznej na kontynencie północnoamerykańskim jest całkiem prawdopodobną hipotezą.
Napisałem już, że Europa to nie Ameryka. Nawet gdyby udało się rozwiać wątpliwości dotyczące zanieczyszczeń środowiska związanych z eksploatacją tych surowców, a stosowana technologia, zostałaby wszędzie dopuszczona, to i tak gaz łupkowy nie wywoła w Europie wstrząsu gospodarczego o takim samym zasięgu, jak w Stanach Zjednoczonych.
Tak naprawdę, to w żadnym europejskim kraju nie przeprowadzono poważnych badań w tej sprawie. Nie stwierdzono autorytatywnie jakie są zasoby gazonośnych łupków. Nie podjęto też konkretnych działań na dużą skalę w kwestii rozpoznania złóż. Za to toczy się w Europie dyskusja czysto akademicka. Sceptycy, czy też anty-łupkowi lobbyści twierdzą, że stopa odzysku rzadko bywa większa niż kilka procent. Nawet gdyby doszła ona średnio do 10 % to potencjał produkcji gazu łupkowego w Europie nie przekraczałby łącznie 1300 miliardów metrów sześciennych.
Co przy produkcji rozłożonej na okres dwudziestu pięciu lat pokrywałoby zaledwie 5 proc. rocznego europejskiego zużycia. Tymczasem w USA gaz ze źródeł niekonwencjonalnych pokrywał w 2012 r. 56 proc. zużycia. Tak więc dysonans pomiędzy opiniami, a praktyką jest bardzo duży, by nie napisać, że kolosalny.
Tymczasem Amerykanom udało się wykonać ponad 200 tysięcy odwiertów w kilka lat. Otoczenie prawne również odegrało rolę.
Obywatele są tam właścicielami podziemnych zasobów na swoim gruncie i co za tym idzie mają finansowy interes w tym, aby zawierać umowy bezpośrednio z firmami wydobywczymi. W Europie nie tylko infrastruktura jest skromniej rozwinięta, ale także lokalne przepisy są bardziej restrykcyjne. W Polsce przykładowo, wykonano tylko 40 odwiertów od 2008 roku.
Jest wreszcie sprawa procesu technologicznego związanego z aspektem prawnym. O ile w USA od wykonania odwiertu do jego eksploatacji mija średnio 3 lata, o tyle w Europie ten proces trwałby 10 lat na skutek nakładających się na siebie uwarunkowań prawnych na linii Bruksela – państwo zainteresowane wydobyciem.
Przeprowadzono także symulacje związane ze wzrostem zatrudnienia związanym z eksploatacją gazu łupkowego. Oczywiście przy tak skromnych danych na temat europejskich zasobów, oszacowano, że wzrost zatrudnienia w skali całej Europy w państwach potencjalnie wydobywających gaz z łupków nie byłby większy niż 200 tysięcy, co jak na Europę nie jest powalającym wynikiem. Oczywiście należy sobie postawić pytanie, komu zależy na aż tak pesymistycznej wersji wydarzeń.
Z drugiej zaś strony amerykański sukces pobudza wyobraźnię. Czy my wyjdziemy poza te wyobrażenia, to pytanie , które można określić w kategoriach „tych najważniejszych”. Niestety, ale wątpię.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)