Piszą do nas na Onecie:
"Ostateczną opinię ws. brzozy śledczy oprą na analizie dwóch, ponad półtorametrowych fragmentów tego drzewa. Prokuratorzy przywieźli je do Polski w ubiegłym roku. Centralne Laboratorium Kryminalistyczne policji ma ustalić, skąd pochodzą kawałki metalu wbite w pień i sprecyzować, kiedy dokładnie drzewo zostało złamane".
Dwa kawałki ?
Czyż to nie jest dowcip tygodnia ?
I dalej:
Wojskowi prokuratorzy dysponują dwoma analizami zmian, jakie zaszły w obszarze katastrofy.
Analizy są oparte na zdjęciach z 5 i 12 kwietnia. Jedną przygotowała wyspecjalizowana firma z Krakowa, a drugą Służba Kontrwywiadu Wojskowego.
A gdzie był w tym momencie dr Lasek dysponujacy wiedzą ponadprzeciętną dla zwykłych zjadaczy chleba.
Ni stąd i zowąd dowiadujemy sie rewelacji - brzoza jest mumifikowana od roku, by stanowic tło dowodowe. A ja się pytam - czy tę brzozę przywieziono do Polski za zgodą władz Federacji Rosyjskiej - bo to przecież dowód w sprawie, a oni takowych nie udostępniają, gdyż udostępniają ewentualnie kopie dowodów. Co najwyżej mogli nam przekazać "kopię" brzozy, co juz ośmiesza tych co to napisali całkowicie. No a może przywieźli nam relikwię, ale wiadomo jak to z relikwiami bywa. Podobnie jak z piaskiem z Sachary zebranym w najbliższej piaskownicy.
Coś mi się wydaje, że niemoc argumentów mainstreamu i komisji Laska sięga już znanej sagi rodem ze sportu. Wszyscy wiedzą, że chodzi w tym przypadku o naszą rodzimą gwiazdę Roberta Lewnadowskiego, najlepszego piłkarza na świecie. Takiego sobie media wymarzyły, no i ulepiły.
Teraz do glinianego Laska trzeba dolać ciut wody, bo inaczej nam się po prostu "nie sklei". W wersji pesymistycznej 1.1, może się po prostu rozpaść.
Widać, że obóz rządzący całkiem na serio dostał "stracha".


Komentarze
Pokaż komentarze (10)