Zebe Zebe
755
BLOG

W poszukiwaniu utraconego czasu

Zebe Zebe Kultura Obserwuj notkę 44

Powieść Prousta w powszechnej opinii uchodzi za nudną – takie flaki z olejem. Ja swego czasu przebrnąłem przez nią i im dalej przewracałem kolejne kartki, tym bardziej mnie to pochłaniało. Nawet to przewracanie kolejnych kartek było czymś na wzór – „ a po obiedzie, będzie deser”, chociaż było dla mnie wiadome, że żaden deser nie nastąpi. Ogólnie to nie byłem coraz bardziej zainteresowany – poczułem coś  w rodzaju uzależnienia, którego podstaw nie byłem w stanie zlokalizować.
 
Doznałem jednak pewnego specyficznego odczucia, pewnego niepokoju, który wypływał z kart tej książki tak prozaicznej jak życie, które biegnie tuż obok nas, a my sami nie wiedząc czemu stoimy jak sparaliżowani,  mając świadomość upływającego czasu.
Otóż po latach doznałem czegoś podobnego, co mnie niewątpliwie jakoś tam zasmuciło z powodów bynajmniej nie etycznych, a najzwyczajniej praktycznych. Można przykładowo różnie podchodzić do Mormonów z Salt Lake City, którzy poświęcają całe swoje życie na  dokumentowaniu rodzaju ludzkiego, nie oceniając sensu tego co robią. To wszak gigantyczna praca, która wielu z nas wydaje się co najmniej dziwaczna. Ma ona jednak swój walor poznawczy i tę świadomość ogromu pracy do wykonania. Tak jak przeszłość  jest nieogarniona, tak nasze życie w stosunku do niej jest kropelką o charakterze poznawczym.
 
Ten tekst traktuje  w zasadzie o muzyce. Trudno dziś pisać o muzyce komuś, kto nie jest ani ekspertem, ani wybitnym kompozytorem, czy tez odtwórcą. Wszak  to wszystko już zapisano tak w nutach, jak i w recenzjach, a rzesze odsłuchujących doznały  swoich własnych, prywatnych doznań, a bywało, że i muzyka towarzyszyła w drodze na barykady.
Dziś w dobie internetu, gdy ogromne zasoby muzyki są praktycznie dostępne w sposób nieograniczony  – porażają  swoja wielkością. I uzmysłowiłem sobie, ile pracy przede mną, by poznać chociażby wycinek tego, czego dotychczas nie znałem, a zawsze chciałem poznać – w rozumieniu – odsłuchać.  No i zacząłem zgrywać płyty, kolejne płyty i jeszcze kolejne płyty. Zasoby rosły w sposób wprost niewiarygodny. Pewnego dnia spoglądając na tę moją, ciągle rosnącą  bibliotekę muzyczną, uznałem, że najwyższa pora zabrać się do pracy, czyli do odsłuchu.
 
Po tygodniu czy też może dwóch dotarła do mnie myśl, że zachowuję się jak Alibaba w skarbcu rozbójników. Zgarniam kosztowności do worów, chociaż tak naprawdę to one mi nie są potrzebne. Czasu utraconego nie da się odrobić. Poza tym moje wyobrażenia zaczęły stopniowo ulegać swoistej erozji, gdyż nie tak to sobie pod względem muzycznym wyobrażałem. Stanąłem przed dylematem dotyczącym przewartościowania moich dotychczasowych ocen  i sądów.
Czy mnie to aby jest dziś  po prawie sześćdziesięciu latach życia  potrzebne ?
Kogo to w końcu obchodzi poza mną  samym ?
 
Proust  napisał powieść – „W poszukiwaniu straconego czasu”. Ja zaś rzuciłem się z motyką  na słońce szukając czasu utraconego. Przestałem nagrywać te płyty. Niech muzyka będzie czymś do odkrycia, bo na to zasługuje. Niech o tym decyduje czas bieżący. Nie ma powrotu do przeszłości.
 
Siedem lat temu przeprowadziliśmy się do własnego domu. Na strychu nad garażem leżą dwa nierozpakowane do tej pory worki z książkami – w sporej części – do przeczytania. Jest też tam wspomniana  książka Marcela Prousta.
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (44)

Inne tematy w dziale Kultura