Muszę już na wstępie napisać, że posiadam coś takiego jak dar trafnej oceny innych osób. To bynajmniej nie moja cecha wrodzona, ale zapewne jakieś predyspozycje w tym temacie posiadałem od dłuższego czasu. Jednakże moja praktyka zawodowa pozwoliła mi spotkać się z kilkoma tysiącami ludzi z których część podlegała mojej ocenie na gruncie zawodowym, natomiast pozostali byli jakoś tam związani z tym moim życiem zawodowym.
Jestem przekonany, ze w większości przypadków dokonałem trafnych ocen. Nie będę ukrywał, że psychologia i nauki pokrewne są też dla mnie dziedziną, którą w wolnych chwilach jakoś tam po amatorsku zgłębiam. Bynajmniej nie uważam się za eksperta, ale myślę, że to iż nie jestem ekspertem ma duże znaczenie, gdyż chcę napisać o „pierwszym wrażeniu”, które zapewne każdy z nas zna z autopsji. Napisze więc o moim „pierwszym wrażeniu” w stosunku do trzech osób funkcjonujących w polityce.
Pierwszym z nich to Paweł Poncyliusz. Byłem świadkiem jego dłuższej rozmowy z roku 2006 w czasach gdy był wiceministrem w rządzie PIS-u. Stosunkowo młody, wysoki, przystojny, wygadany, śmiało formułujący tezy na temat gospodarki…
A jednak mnie tknęło – ty się człowieku nie nadajesz do PIS-u. Jeszcze wtedy nie wiedziałem dokładnie jak to uzasadnić, ale byłem pewien, ze ten człowiek przysporzy tej partii kłopotów. W luźnej rozmowie podzieliłem się moimi wątpliwościami ze znanym mi od lat innym posłem PIS-u, który w owym czasie nie podzielał mojego sceptycyzmu. Jednakże już wkrótce potem odsunięto Poncyliusza od części spraw związanych z gospodarką. Ostatecznie wiemy zaś, jak skończyła się jego przygoda z PIS-em.
Swego czasu wysłuchałem godzinnego wywiadu Cezarego Krysztopy i Marcina Kacprzaka, który ukazał się na S24, ze świeżo upieczonym posłem PIS-u, Przemysławem Wiplerem. Jaki Wipler był, każdy widział, jaki jest, też ten kto chce, może zobaczyć.
Po tym wywiadzie już wiedziałem – ten flirt Wiplera z PIS-em nie może się udać. PIS nie jest i nie będzie nigdy partią liberałów. Gdyby tak się miało stać, PIS przestałby być PIS-em.
To co różni PIS od pozostałych partii parlamentarnych, to jasno sprecyzowane cele. W czasie krótkiego, bo niespełna dwuletniego okresu rządów tej partii, wdrożono sztandarowe projekty zapisane w programie. Dziś można dyskutować, czy dobrze się stało, że Jarosław Kaczyński rozpoczął na zbyt wielu frontach walkę z patologiami III RP. Można się zastanawiać, czy koalicja z Lepperem i flirt z Giertychem pozwalały na przeprowadzenie radykalnych i rewolucyjnych zmian w państwie. Obaj koalicjanci okazali się ostatecznie nie tylko nie dość merytorycznie przygotowani do tego, by zmienić Polskę w sposób radykalny, ale okazali się także częścią polskiej patologii i pospolitego zaprzaństwa.
Pisze dziś Jarosław Gowin list do członków PO. Pisze o jakichś rzekomo ideałach, którym sprzeniewierzył Się Donald Tusk. Panie Gowin – ja byłem w PO przez niespełna rok, a było to 10 lat temu ( jak ten czas leci) i nigdy nie zetknąłem się w tej partii z jakimiś ideałami. Spotkałem tam za to zimnych kalkulatorów, karierowiczów pokroju Tomasza Tomczykiewicza i biznesowych kombinatorów. Nikt tam nigdy nie mówił o jakichkolwiek standardach. Zawsze mówiono w kontekście osobistych korzyści.
Mówi Pan o jakichś mitycznych ideałach, które nigdy – podkreślam – nigdy nie zostały skierowane do realizacji. Dziwi mnie więc, że tyle czasu Pan w tej partii wytrzymał uważając się przy okazji za wzorzec cnót wszelakich. PO to partia specyficzna, to partia w której wiesz od początku, że wszystko co tam zapisano na papierze i wywieszono na sztandarach, to zwykła atrapa i Pan to musiał wiedzieć. Szkoda więc czasu na dyrdymały o nierealizowanych standardach.
Albo się Pan bije o swoje, albo nie ma dla Pana miejsca w tej partii i nie ma znaczenia, kto kogo w ostatecznym rozrachunku.
Widzi Pan, tym się różnicie z Grzegorzem Schetyną, że on to doskonale wie i prędzej legnie trupem, niż się da wyrzucić lub zdecyduje odejść. On po prostu do tej partii pasuje jak nikt inny.
Na koniec napiszę skąd w tym tekście wzięli się Poncyliusz, Wipler i Gowin. Otóż wszyscy trzej deklarują, że są liberałami kładącymi nacisk na politykę prorodzinną. Dwaj pierwsi są na dodatek wielodzietni.
Otóż jakoś mi się nie chce wierzyć w ten wasz liberalizm z jednej strony i ten wasz socjalny wątek prorodzinny. To takie moje pierwsze wrażenie.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)