Do polskiej prasy rzadko trafiają tematy dotyczące sytuacji na Słowacji, związane z mniejszością romską. To temat tak dla lewicowego mainstreamu, jak i szeroko rozumianej prawicy, wysoce niebezpieczny. Niebezpieczny dlatego, że trudno zastosować do tego kraju te same normy co w takich krajach jak Niemcy czy Francja. Problem Romów na Słowacji staje się problemem egzystencjonalnym dla samych Słowaków.
Właśnie co na Słowacji doszło do wydarzenia, które jest wynikiem nierozwiązywalności romskiego problemu. Tym nowym eventem jest Marian Kotleba, przywódca Partii Ludowej Nasza Słowacja (LSNS) i były szef dziś zdelegalizowanego ruchu neofaszystowskiego Slovenská Pospolitosť (Wspólnota Słowacka), który odniósł 23 listopada wyborcze zwycięstwo, zdobywając 55,5% głosów i fotel gubernatora w drugiej turze wyborów regionalnych w Bańskiej Bystrzycy. Kotleba zawdzięcza swoją popularność radykalnym wypowiedziom, z powodu których stawał kilkakrotnie przed sądem. Podczas kampanii wyborczej obiecał wyborcom, że „położy kres nieuzasadnionemu (preferencyjnemu) traktowaniu pasożytów, nie tylko Cyganów”.
Kotleba pierwszy z prawej z pochodnią w dłoni.
Słowacja liczy 5,4 mln mieszkańców, z czego mniejszość romska wynosi ok. 500 tys. osób, czyli ok. 10 % – te dane przez mainstream są zaniżane do 2 %. Jak przewidują prognozy, za 5 lat Romów będzie 1 mln. Jeżeli romski wyż demograficzny utrzyma swoje szaleńcze tempo, to w 2060 r. Słowacy staną się mniejszością w swoim własnym kraju.
Rodziny romskie liczą przeważnie po 10-12 dzieci. Miało to swoją przyczynę w wysokich zasiłkach, które przy piątce dzieci wynosiły dwie krajowe pensje i pomimo cięć budżetowych w lutym 2001 r. sytuacja w tej kwestii niewiele się zmieniła. W 2004 roku doszło na Słowacji do małej wojny domowej po tym, jak rząd obciął zasiłki o 50 %.
Romowie zagrozili niewysyłaniem dzieci do szkół, demonstracjami dezaprobaty i niezadowolenia z powodu zmniejszenia świadczeń socjalnych, a także zagrozili masową akcją okradania supermarketów.
Ponieważ sytuacja nie uległa w żaden sposób zmianie, doszło do masowych strajków i kradzieży.
W większych miejscowościach supermarketów pilnowali ochroniarze i policjanci słowaccy, ale na nic się to zdało. Romowie rozkradali dosłownie wszystko, co tylko mogli.
Policja zwróciła się do rządu o wsparcie wojska. Rada Ministrów nie zawahała się wysłać antyterrorystycznych oddziałów wojska, uzbrojonych w armatki wodne do rozpędzania protestujących. Aresztowano ponad 100 romskich mężczyzn.
Badania wykazały, że ponad 55% całej populacji romskiej nie ukończyło jeszcze 18. roku życia. Te setki małych Romów wyjęte są spod prawa, ponieważ nieletni nie mogą być karani według słowackich przepisów. Dzieci te, na polecenie swoich rodziców są w stanie okradać sklepy, organizując się również w większe hordy, grabiące strzeżone sady i pola. Wszystkie te czynniki wpływają na to, że według sondaży ponad 75%, a według innych doniesień nawet 95% Słowaków, nie chce mieć za swojego sąsiada Roma.
W Europie sprawa romska na Słowacji jest jednak przedstawiana inaczej – określa się Słowaków jako społeczeństwo ksenofobiczne z odcieniem rasizmu. Te tezy podpiera się chociażby takimi zdarzeniami jak budowa muru oddzielającego osiedla słowackie od terenów zajmowanych przez Romów. Sytuacja jednak jest patowa, gdyż Romowie są zorganizowani niejako kastowo.
Znane są powszechnie fakty, iż za rabowaniem stoją romscy lichwiarze, których zyski są zagrożone w związku z obniżeniem pomocy społecznej. Całe otrzymane sumy ponoć od razu wędrują do kieszeni lichwiarzy i dopiero potem przez nich rozdzielane. Dwa lata temu 300 Romów stoczyło w Koszycach regularną walkę z policją po tym jak odcięto im energię elektryczną. Kilku policjantów zostało rannych, a dwa radiowozy spalono.
Podobne zdarzenia - na mniejszą skalę - są na Słowacji praktycznie codzienną normą. Policja ma pełne ręce roboty. Trudno więc się dziwić, że Słowacy są zdesperowani i szukają wyjścia z tej mało komfortowej sytuacji. Na dziś mają Kotlebę.
W Polsce ilość Romów szacuje się na 20 -35 tys.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)