Miniona sobota obfitowała w dwa znaczące wydarzenia związane pośrednio ze zbliżającymi się wyborami do Europarlamentu. Pierwszym z nich była wizyta obecnego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schultza na konwencji SLD, a drugim ostateczne rozwiązanie kwestii opozycji w Platformie Obywatelskiej.
Schultz od dawna kreuje siebie jako następcę Manuela Barosso na stanowisku przewodniczącego Komisji Europejskiej. Leszek Miller przyjął go z otwartymi rękami co wyróżnia go w sposób istotny pośród innych europejskich przywódców socjaldemokracji kontestujących aspiracje Schultza, bo dostrzegają to, czego Miller nie widzi. Miller nie widzi albo nie chce widzieć, że przyszłe, majowe wybory wzmocnią niebezpiecznie i tak już silną pozycję Niemiec w Unii Europejskiej.
Przy okazji warto się przyjrzeć inicjatywie Kawśniewskiego i Siwca – Europie Plus. Poparcie Schultza dla Millera i odwrotnie stawia Kwaśniewskiego w sytuacji, w której musi szukać poparcia wśród europejskich liberałów. To zaś może się kłócić z jawnym antyklerykalizmem Palikota, grupując go na pozycjach skrajnie lewicowych, a takie ugrupowania wg brukselskich sondaży stracą swój dotychczasowy stan posiadania. Ponadto liberałowie, tacy jak Olli Rehn – też posiadający chrapkę na miejsce po Barosso - nie zwykli zawierać aż tak egzotycznych koalicji. Ostatnio słychać jednak głosy wśród uczestników Europy Plus, aby zaproponować Palikotowi „honorowe” rozstanie.
Tymczasem Platforma Obywatelska wyczyściła szeregi i nikt tam nie będzie już mącił przy listach do Europarlamentu. To oznacza zaś, że wzmocni się dotychczasowa opcja liberalna, bezkrytyczna w stosunku do polityki niemieckiej. Co prawda wszystko wskazuje na to, że stan posiadania PO się zmniejszy, ale za to niemieccy chadecy mają się dobrze i mogą liczyć na co najmniej dotychczasowe poparcie. O reszcie , czyli w zasadzie o PIS-ie nie ma co w kontekście wyborów dywagować, gdyż PIS sam nie zabiega o „rozgłos” w tej sprawie.
W obecnym parlamencie europejskim eurosceptycy z różnych stron barykady i konserwatyści mają ok. 160 miejsc, a w tym prawicowi konserwatyści 90. Tymczasem pozostali, czyli euro entuzjaści oraz umiarkowani posiadają tych miejsc 606. Oczywiście nie znaczy to, że te 606 osób zawiązało jakąś wielką koalicję, bo tak nie jest.
Wg wspomnianych brukselskich sondaży największymi wygranymi majowych wyborów będą Niemcy, bo to ich obecna rządowa koalicja zbierze najwięcej głosów, a to przełoży się na ich współpracę w unijnym parlamencie.
Dlatego też Martin Schultz zostanie prawie na pewno przewodniczącym Komisji Europejskiej.
Symulacje pokazują również, że socjaldemokraci z PSE mogą przekroczyć liczbę 200 mandatów, ale głównie za sprawą wspomnianych niemieckich wyborców. Przegrani będą Zieloni (40 wobec 58 miejsc), liberalni demokraci (pomiędzy 60 i 70 wobec 85) oraz radykalna lewica stanowiąca plankton w Europejskim Parlamencie.
Wzrośnie natomiast ilość miejsc obsadzonych przez eurosceptyków i konserwatystów. Największe straty z tego powodu odnotują francuscy socjaldemokraci, którzy otwarcie przyznają, że wybory może wygrać front Narodowy Marine Le Pen, a tym samym rola Francji w aspekcie współpracy z Niemcami ulegnie osłabieniu.
Podsumowując należy napisać, że zasadniczo układ sił w PE się nie zmieni. Konserwatyści zapewne przekroczą liczbę stu mandatów, a może i nawet znacznie przekroczą, co jednak i tak nie zmieni istotnie obecnie funkcjonującego w Brukseli układu sił. Wzrośnie za to pozycja Niemiec jako państwa.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)