O geście Kozakiewicza wiedzą praktycznie wszyscy. Obrósł legendą pomimo tego, ze we wczesnych latach 90-tych ubiegłego wieku sam Kozakiewicz mówił, że nie było w tym co zrobił na olimpiadzie w Moskwie podtekstu politycznego. Z biegiem czasu sam Kozakiewicz wypowiadał się różnie, w zależności od tego kto pyta i dlaczego.
Ludzie po osiągnięciu - co właśnie - sukcesu, zachowują się różnie. Radość eksponują w różnych, czasami dziwnych formach – tak werbalnie jak i grą ciała lub gestami. To w większości przypadków spontaniczny odruch, nie zawsze jednak zrozumiały dla większości obserwatorów tego zdarzenia. Sport jest tym obszarem w którym radość i przygnębienie obserwujemy najczęściej z racji intensywności zdarzeń związanych z tą dziedziną kultury masowej.
Jest 28 grudnia ubiegłego roku. Nicolas Anelka strzela pierwszą - ze swoich dwóch - bramkę w meczu z West Ham United. Dłonią lewej ręki łapie się za ramię prawej – wyprostowanej - i tak przebiega parę metrów. Nikogo na stadionie to nie dziwi w szczególny sposób. Zresztą sami komentatorzy medialni tego faktu nie komentują. Gdyby Anelka podniósł w górę prawe przedramię, to byłby to klasyczny „gest Kozakiewicza”. Znając nastawienie UEFA mogłoby to być odczytane jako gest rasistowski lub lekceważący kibiców. Cóż takie czasy panie Kozakiewicz. Panu się upiekło.
Burza rozpętała się jednak już nazajutrz i to nie bynajmniej za sprawą mediów brytyjskich, a francuskich o nastawieniu lewicowo liberalnym. Gest Anelki nosi tam nazwę „ quenelle” i jest autorskim wymysłem komika M’bali M’bali Dieudonne, którego przyjacielem jest wspomniany piłkarz Anelka.
Dieudonne podczas swoich występów, rozpropagował gest „quenelle”, którego użył po raz pierwszy w 2005 roku, jednak nadał mu wymiar polityczny cztery lata później, podczas kampanii wyborczej Partii Antysyjonistycznej z ramienia której startował w wyborach do PE.
Quenelle to francuski przysmak, przypominający kształtem pewną część ciała, dlatego komik stwierdził, iż „wsadzi swoją małą „quenelle” w tyłek światowemu syjonizmowi”, bo komik jak sam o siebie mówi jest antysyjonistą. Gest w wersji autora wyglądał jak wsadzanie ręki w „wiadome miejsce” i obrazowe pokazywanie drugą ręką „postępu” w tej czynności do czasu, aż ta ręka zatrzymała się w okolicach obojczyka.
Dopóki jednak Dieudonne był związany ze środowiskiem skrajnie lewicowym jego „ekscesy” uchodziły mu na sucho. W 2002 roku udzielając wywiadu jednemu z tygodników, określił Żydów jako „sektę oszustów, najgorszą ponieważ byli pierwsi”, dodając że „woli charyzmę Osamy Bin Ladena od George’a Busha”. Wyrażał też swoją sympatię do Palestyńczyków w ich wojnie z państwem Izrael. W 2006 roku był w Libanie kontaktując się z Hezbollachem. Jednym słowem lewica we Francji miała poważny problem. Pierwszy kabaretowy występ Dieudonne’a, który wzbudził kontrowersje, miał miejsce w grudniu 2003 roku. Komik pojawił się wówczas w mundurze wojskowym i żydowskim kapeluszu, wykonując pozdrowienie prawą ręką i krzycząc „Izrael”. Sprawa występu znalazła się w sądzie, ale komik został oczyszczony z zarzutów „antysemityzmu”.
Wszystko się zmieniło w roku 2008 gdy Dieudonne ochrzcił swoją córkę, zaś jej ojcem chrzestnym został Jean-Marie Le Pen. Francuska lewica przypuściła frontalny atak. Zarzucono Dieudonne wszystkie grzechy prawicy, a w tym sztandarowe pozycje takie jak rasizm, faszyzm, homofobię . Resztę można sobie dośpiewać. Poglądy jego znajomych przypisano jemu samemu tak samo jak zdania jego znajomych, których on nigdy nie wypowiedział. Z kolei prawica zaczęła się od niego dystansować, gdyż stał się bardziej celebrytą politycznym niż piewcą jakichkolwiek przekonań. Stał się po prostu dziwnym komikiem.
Po nagonce urządzonej przez najwyższe władze Francji oraz zarówno lewicowe jak i prawicowe media, Dieudonne zdecydował się wycofać ze wzbudzającego wielkie emocje spektaklu. Komik, będący synem Francuzki i Kameruńczyka, przez wiele tygodni był głównym obiektem zainteresowania ministra spraw wewnętrznych Manuela Vallsa z Partii Socjalistycznej. Lewicowiec już w sierpniu’13 krytykował występy Dieudonne’a, jednak wypowiedział prawdziwą wojnę kabareciarzowi pod koniec ubiegłego roku. Valls stwierdził wówczas, że występy komika „już od dawna nikogo nie śmieszą” (choć bilety na jego spektakle sprzedawały się w ekspresowym tempie), zaś granica „mowy nienawiści” została przekroczona. Niedługo potem szef francuskiego MSW rozesłał wytyczne do prefektów, aby ci zrobili wszystko w sprawie zakazu występów komika.
Pod pretekstem „zagrożenia dla porządku publicznego”, burmistrzowie zarówno z lewicy jak i prawicy, zaczęli odwoływać występy Dieudonne’a, zmuszając go w końcu do rezygnacji z przedstawienia. Według sondaży społeczeństwo francuskie w większości nie widzi jednak w działalności komika niczego dziwnego. To też ciekawe spostrzeżenie.
Wróćmy jednak do samego gestu. Lewica wymyśliła, że jest on konotacją antysemicką lub też „odwróconym” pozdrowieniem faszystowskim. Powstały nawet stosowne analizy, które mają uwiarygodnić te tezy. Tymczasem wymysł Dieudonne’a ni jak się ma do symboli totalitarystycznych. Swoją sławę zyskał jednak nie dzięki niemu samemu, ale dzięki histerycznej reakcji francuskich lewicowców. Na naszych oczach tworzy się nowy symbol, nowa legenda. I pomyśleć, że ten Francuz pochodzenia pozaeuropejskiego, komik-celebryta wstąpił do panteonu największych totalitarystów XX wieku za sprawą gestu wyrażającego dosadnie jego myśli. Tylko Haszek mógłby coś takiego wymyślić.
Już dzień po histerii we Francji sprawą zajęły się brytyjskie media. Jak na tę chwilę wyszukano trzech „odwróconych” faszystów. Gwiazdę Manchesteru City – Samiego Nasriego oraz piłkarza Liverpoolu Cabaye. Obaj z obywatelstwem francuskim. Tym trzecim jest koszykarz NBA (Francuz). Do sprawy gestu Anelki nikogo to nie interesowało.
Jednym słowem zaczęło się polowanie na „odwróconych” faszystów.
Inne spojrzenie na zagadnienie Holocaustu, czy antysyjonizm nie mieszczą się w kanonie politycznej poprawności, dlatego są uznawane za herezję. Francuska prokuratura nie ściga komików atakujących chrześcijan czy uczestników parad równości, również szydzących z symboli religijnych. Dla tamtejszych mediów (podobnie zresztą jak dla polskich), szczytem wolności słowa są działania ukraińskiego FEMEN-u czy rosyjskiego Pussy Riot.
Przykład Dieudonne’a pokazuje jednak, że niepoprawne poglądy mogą zdobyć dużą popularność w społeczeństwie, a zmasowany atak polityków i mediów, pozwala na nadanie rozgłosu marginalnym dotąd poglądom.




Komentarze
Pokaż komentarze (9)