Ludwik Zamenhof (1859 – 1917), polski lekarz pochodzenia żydowskiego jest znany głównie z tego, że swego czasu jego kandydatura została zgłoszona do Nagrody Nobla nie z powodów medycznych, ale za to, że był on twórcą sztucznego języka, nazwanego „esperanto”.
Co prawda język ten się nie przyjął w stopniu istotnym, tym niemniej i dziś ma on swoich zwolenników. Zamenhof zakładał, że stworzenie neutralnego i łatwego do nauki języka, przydatnego do międzynarodowej komunikacji, nie zastępującego jednak innych, narodowych języków bedzie dobrym pomysłem. Zdecydowana większość słownictwa w esperanto pochodzi z języków zachodnioeuropejskich, jednocześnie ukazując wpływy języków słowiańskich poprzez swoją syntaktykę i morfologię. W praktyce nigdy do tego nie doszło, gdyż językiem międzynarodowym, tak jak dawniej łacina a potem język francuski, stał się w XX wieku język angielski.
Nie wiem jak to wyglądało za czasów PRL-u w innych regionach Polski, ale na Górnym Śląsku ten sztuczny język był nad wyraz promowany przy równoczesnym szykanowaniem śląskiej gwary. Oczywiście nikt rozsądny nie będzie twierdził, że chciano zastąpić gwarę śląską językiem esperanto, ale nie zmienia to faktu, że z ta gwarą, zawierającą sporą ilość „ germanizmów” metodycznie walczono i na Górnym Śląsku nie nauczano w szkołach średnich języka niemieckiego poza kilkoma wyjątkami ( jedna taka szkoła była np. w Gliwicach).
Dziś zaś na Górnym Śląsku organizacje związane z RAŚ dokonują prób uznania gwary śląskiej jako języka. Stąd zaś już tylko krok do starań, by uznać Górnoślązaków za odrębny naród. Tak to wygląda w dużym uproszczeniu.
Ostatnio niezwykle aktywny w tym temacie jest poseł PO Marek Plura, kandydat na euro parlamentarzystę. Na dziś zabiega zaś w Sejmie o uznanie Ślązaków za grupę etniczną na wzór statusu jaki otrzymali Kaszubi.
Parę dni temu rozpoczęła się akcja zbierania podpisów pod projektem prawnego uznania śląskiej mniejszości etnicznej . Za przedsięwzięciem stoi Rada Górnośląska (zrzesza 11 śląskich organizacji i stowarzyszeń m.in. Ruch Autonomii Śląska, Związek Górnośląski i Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej), wsparta m.in. przez posłów Marka Plurę (PO) i Piotra Chmielowskiego (SLD) oraz senatora Kazimierza Kutza, ostatnio związanego z ugrupowaniem Palikota. Z początkiem kwietnia pomysłodawcy nowelizacji zgłosili marszałek Sejmu obywatelski komitet inicjatywy ustawodawczej w tej sprawie i mają czas do połowy lipca na zebranie 100 tys. podpisów.
Od pewnego czasu trwa też na Górnym Śląsku swoista „kodyfikacja języka śląskiego”, polegająca na tym – jak mówią inspiratorzy - że język śląski ma mieć jeden sposób zapisywania, ale umożliwiający czytanie go w różnych dialektach.
Jak wytłumaczy Rafał Adamus - prezes Towarzystwa Kultywowania i Promowania Śląskiej Mowy „Pro Loquela Silesiana” - podstawą ujednolicenia sposobu zapisywania mowy ma być opracowana już propozycja śląskiej ortografii, która nazywana bywa "ortografią ślabikorzowo". Jest to efekt działań komisji kodyfikacyjnej języka śląskiego, która prowadziła prace pod przewodnictwem językoznawcy prof. Jolanty Tambor z Uniwersytetu Śląskiego. "Ta ortografia ma jednolity zapis słów, ale dzięki specjalnym znakom daje możliwość różnego czytania w zależności od dialektu. Takie rozwiązanie sprawia, że dialekty nie zanikną tylko się wzmocnią".
Takie tłumaczenie nie może nikogo przekonywać. Uważam, ze racje ma prof. Miodek, skąd inąd Ślązak, mówiąc - Proszę ode mnie nie wymagać udowodnienia, że może śląszczyzna jest odrębnym językiem, nie żądać jej kodyfikacji, bo to jest nonsens. Naiwność połączona z fanatyzmem (…).Mogę mówić o pewnych błędach powojennej Polski popełnionych na tym terenie. Mogę mówić, że nie można na siłę wymuszać od kogoś deklaracji polskości. Jeśli ktoś chce powiedzieć: jestem Polak Ślązak albo Ślązak Polak, proszę bardzo. Chce powiedzieć: jestem Ślązak i nic więcej, proszę bardzo. Chce powiedzieć: jestem Ślązak Niemiec albo Niemiec Ślązak, proszę bardzo. Powtórzę za królem Zygmuntem Augustem - nie mogę być i nigdy nie będę królem niczyich sumień. Natomiast proszę ode mnie nie wymagać udowodnienia, że może śląszczyzna jest odrębnym językiem. Proszę ode mnie nie żądać jej kodyfikacji, bo to jest nonsens.
Tym niemniej warunek posiadania własnego pisma, nie jest warunkiem koniecznym w rozumieniu ustawy z 6 stycznia 2005 r. „o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym” .
Co Ślązacy zyskają na tym, że państwo polskie uzna śląski za język regionalny? W zasadzie to, że państwo będzie płacić szkołom za naukę śląskiego, tak jak obecnie płaci Kaszubom za nauczanie kaszubskiego. Wydaje się jednak, że projekt nie ma szans, bowiem gwara śląska i jej odmiany są historycznie dialektami słowiańskimi, zaburzonymi w okresie Kulturkampfu. To wtedy pojawiły się „germanizmy” będące ciałem obcym w śląskich dialektach. Przykładem germanizacji była też coraz większa ilość imion pochodzenia niemieckiego nadawanym dzieciom.
Dzisiejsi Ślązakowcy celowo o tym zapominają. Zaślepia ich fascynacja kulturą niemiecką. Przyjęli jednostronną interpretację historii uznając, ze II RP pod rządami sanacji była państwem faszystowskim, a sam Korfanty, jeden z największych Ślązaków, był polskim nacjonalistą. Za to Niemcy mieli tylko jeden okres słabości przypadający na czasy III Rzeszy.
Takie rozumowanie jednoznacznie stawia ich po stronie „zakamuflowanej opcji” o której swego czasu wspominał Jarosław Kaczyński.
Ślązakowcy podjęli więc próbę stworzenia swoistego „śląskiego esperanto”.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)