Pod koniec wczorajszego Marszu Mokotowa stałem z Ewą Tomaszewską przy miejscu kaźni powstańczej na Ulicy Dworkowej.
Choć to było wczoraj…
Nie pamiętam czy było już przed czy po SALWIE HONOROWEJ.
Mówca pod pomnikiem podawał przykłady historycznie walk o relacjach nieracjonalnych z punktu wiedzenia „strategów”, którzy WIERZĄ, że „Goliat” zawsze jest „górą”…
Dla Nich to przykłady wzięte „z kapelusza”:
*Kortez nie powinien był ruszać na Mentezume!

*Drace powinien się „zatopić”,
a nie walczyć z de Bazana!

*Kozietulski miał „kaca gigant” kiedy ruszał na armaty!

W ręku trzymałem „Opowiadania” Teodora Parnickiego miałem je sobie przypominać po przemarszu w parku koło świadka powstania budynku „Królikarni”…

Ten tomik wydany w 58. zamyka opowiadanie „Skok Alvarada”. W tym opowiadaniu opisana jest klęska Hiszpanów, których Aztekowie wyżynają „w pień”:
„[…] I oto nastąpiła „smutna noc” 1 lipca 1520 roku – „Noche triste”. Hiszpanie po cichu opuścili miasto; chcąc jednak wydostać się poza jego obręb, musieli przejść przez trzy kanały, zbudowali też w tym celu przenośny most. Wyszli cicho z pałacu królewskiego; straż przednia prowadzona przez Sandavola… sam trzon armii z Cortezem i ariergarda z działami – tą ostatnią dowodził Alvarado. W czasie przechodzenia drugiego kanału na cofającą się „armię” napadli Aztekowie… Zgiełk, jęki, krzyki rozpaczy… Most pod ciężarem ludzi ugrzązł w piasku. „Smutna noc”…
Celnie prażą arkebuzy Hiszpanów, ale na miejsce każdego zabitego Azteka zjawia się nowych dwudziestu… Trupy, trupy, trupy… Ze stratami ogromnymi wydostała się jednak „armia” poza obręb Tenotchitlanu. Ale część ariergardy nie zdążyła przejść. Otoczeni przez wielokroć liczniejszego wroga, drogo sprzedają swe życie spóźnieni, skazani na zagładę Hiszpanie.
Alvaro ranny, ranny powtórnie, po raz trzeci i czwarty… Wierny koń, od lat noszący złotowłosego „conquistadora”, w tylu bitwach i z tylu niebezpieczeństw wynoszący go, pada trupem, Z jasnych włosów Alvarado spływa krew… Śmierć zbliża się jak nigdy… Mocno całuje śmierć. Ale Alvarado pogardliwie wydął wargi On, się nie da. On chce żyć. Od czego ma żelazne ramię?!
Długą swą lancę wtyka do kanału… między trupy… i robi skok; fenomenalny skok o tyczce… Rekord nad rekordami. Zdumienie ogarnia walczących. –„Oto istotny bóg, syn słońca; TONATIUS!” wołają Aztekowie.”.
Myślę sobie… co za przejmująca polska alegoria.
I co sprawiło?... że przyszła mi na myśl w miejscu masakry na Ulicy Dworkowej…
A potem „lot w czasie”… Moskwa, olimpiada i „widzę” GEST KOZAKIEWICZA. Zaraz po transmisji „ulepszyłem go” łącząc "wała z równoczesnym pukaniem się w głowę”!

Stoimy z Ewą, a ludzie powoli się rozchodzą…
Tak działa mózg „goniący się z myślami".
:) -„Niesforne Dziecię Gutenberga”.