Andrzej Leja Andrzej Leja
323
BLOG

Ten wpis jestem winien zięciowi...

Andrzej Leja Andrzej Leja Rozmaitości Obserwuj notkę 53

     Polityka potrafi czasem namieszać...nawet w rodzinie.O tym wiedzą ci, którzy przeżyli w gronie najbliższych podział poltycznych sympatii. Na szczęście w mojej rodzinie nie ma zbyt  większych perturbacji - generalnie głosujemy na prawicę,obóz patriotyczny, konserwatywny, broniący wartości w sposób pozbawiony hipokryzji ( dlatego nigdy nikt z nas nie głosował na LPR czy inny Libertas).

     Wczoraj namieszałem w swojej najbliższej rodzinie swoim zbyt pryncypialnym podejściem do dziennikarzy fałszujących od lat debatę polityczną i manipulujących odbiorcą ( czytelnikiem, widzem...), czyli do dziennikarzy-mistrzów obłudy i hipokryzji. W moim domu Tomasz Lis, czy duet Sekielski i Morozowski należą do grupy dziennikarzy, których programów już nie oglądamy.Był czas, że oglądaliśmy, czytaliśmy( w prasie) i proszę wybaczyć...NIE DAŁO  się! To, co ci panowie pisali( w artykułach)  i mówili w swoich programach stanowiło ANTYWZÓR dziennikarskiej rzetelności. Jedna wielka hucpa, buta, udawany obiektywizm i dziennikarskie zaangażowanie - PO JEDNEJ STRONIE!  Takiego pseudodziennikarstwa mieliśmy dosyć. Przeżyliśmy już zniewolonych dziennikarzy w czasach komuny. Mamy za sobą ( na szczęście! ) okres monopolu michnikowszczyzny. Możemy więc odrzucić dziennikarstwo nierzetelne, kłamliwe, nieobiektywne.Odrzucić poprzez ignorowanie, nie czytanie, nie oglądanie! Przypomnę tylko ( to zaledwie zarys) główne cechy ,, dzeinnikarstwa" Tomasza Lisa. Notoryczne przygotowywanie i prowadzenie  programów, w których jedną stronę politycznego sporu reprezentuje kilka osób i TYLKO JEDEN przedstawiciel drugiej( nelubianej przez Lisa) strony. Po czym Pan Lis przyłączał się w czasie programu natychmiast do silniejszej grupy. Po prostu szczyt dziennikarskiego obiektywizmu. Już pominę milczeniem żałosne wpadki z rzekomymi programami ,, na żywo", które wcale na żywo nie były (sic!).  Sekielski i Morozowski mają podobne ,,zasługi". Zasłynęli zamnipulowanym do bólu programem za słynnymi taśmami Renaty Beger. Ostatnio zaś wyjątkowo perfidną ,, akcją" wymierzoną w CBA i w konkretnego agenta tych służb, w celu ich skompromitowania! Dodatkowym skandalem był fakt, że wszystko, co mówiła w rzeczonym programie ,, Teraz my" pani Marczuk-Pazura  - wcześniej ( przed emisją  programu ,, na żywo") było sprawdzane przez adwokata celebrytki. To też szczyty - hucpiarstwa i braku dziennikarskiej uczciwości.

     Tak to się więc stało, że w moim domu nie oglądamy Lisa i duetu z Teraz my. Podjęliśmy decyzję - nigdy więcej tych panów w naszym domu.My home is my castle.( dom postawiłem w lesie - spokój, cisza, 130 letnie sosny, mikroklimat, zapach drzew i krzewów, śpiew ptaków...CUDNIE!  Blisko natury i w zgodzie z naturą, która nie znosi fałszu, bo wszystko w nej prawdziwe).  I niech będzie twierdzą, ostoją rodzinnego dobra.

     Po dygresji wrócę do akcji dramatu. Czyli, jak namieszałem w rodzinie. To było wczoraj. Symatyczny, ciepły  wieczór. Wizyta wspaniałych gości z Krakowa - to mój zięć z żoną ( czyli własną moją ukochaną córką Agatą - młodą dziennikarką). Miła atmosfera, jak to zazwyczaj u nas w lesie ( leśny klimat sprzyja dobrym obyczajom, a przynajmniej staramy się, żeby tak było!). Właśnie wróciłem z sauny. Kątem oka spostrzegłem zięcia oglądającego program Tomasza Lisa z udziałem Kwaśniewskiego! Nie powiem, troszkę mnie ruszyło. Pokrzątałem się w kuchni, że niby to robię herbatę - do końca programu! Miałem jednak pecha, a przy okazji mój zięć. Wczoraj wieczorem był nie tylko wieczór Lisa ( jakby było mało dawki propagandy), ale również popisy z udziałem duetu! I właśnie mój zięć ( wyksztacony, mądry młody człowiek, otwarty w dyskusji, oczytany, bez uprzedzeń...) przełączył na program Teraz my ( jak na ironię - po Lisie teraz ,, my"). Nie zdzierżyłem tej dawki emocji. Padłem ofiarą własnej pryncypialności ( żadnych Sekielskich, zadnych Lisów...), impulsywności( wiem, zła cecha), emocji związanych z tą wielką hucpą, jaka od lat dzieje się w tzw. środowisku elity ( rzekomej) dziennikarskiej...Po kilku emocjonalnych zdaniach( ach! te emocje, nie umiem być chłodny i obojętny na widok, hucpy), krótkiej - z mojej winy - wymiany zdań, opinii...nie zdzierżyłem. Wyszedłem z pokoju, pozostawiając zdumionych gości z Krakowa.

     Mam tylko nadzieję, ze mój zięć wybaczy mi moje emocje. Przestałem już być odporny na KŁAMSTWO, które regularnie forsują niektórzy dziennikarze. W telewizji najbardziej lubię ten czerwony przycisk - dzięki niemu - głupoty, kłamstwa, wylewające się z ekranu chamstwo, cwaniactwo...- można zawsze wyłączyć. To, co najbardziej boli - NIE WSZYSCY wyłączamy, a później mówimy i ( co gorsze!) myślimy Sekielskim, Lisem, Żakowskim, Michnikiem,  czy innym ,, szatanem w skórze dziennikarza". I później okazuje się, że mogą rządzić w Polsce ludzie niesłowni, nieuczciwi ( bardzo wyważone określenia!), którzy na pierwszym miejscu mają dobro własne, którzy mogą ,, robić, co chcą" i mają 50% poparcia ( nie wnikam w nieobiektywność i manpulacje tzw. sondażowni...). To jest największe NIEBEZPIECZEŃSTWO, które nam grozi ze strony propagandystów, udajacych dziennikarzy. I stąd moje emocje.

     Mam tylko nadzieję, ze mój zięć zechce mnie jeszcze odwiedzić...

Andrzej Leja | Utwórz swoją wizytówkę http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/ http://p.web-album.org/95/4a/954afc94336712e0ae2645058a35612aa,4,0.jpg

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (53)

Inne tematy w dziale Rozmaitości