Andrzej Leja Andrzej Leja
85
BLOG

WSZYSCY idziemy na spotkanie wielkiego BYĆ MOŻE...wspomnienie o.

Andrzej Leja Andrzej Leja Kultura Obserwuj notkę 11

Mam często wrażenie, że gdy tracimy kogoś bliskiego, to najwiekszy żal czujemy na wspomnienie tych chwil, gdy kochaliśmy Go nie dość mocno!  I nie do końca uświadamiliśmy sobie jego znaczenie. Słów, które do nas mówił,  jego wspomnień, wpływu na nas, po prostu - jego ,, bycia z nami". Te uczucia oddają znakomicie znane wszystkim słowa księdza Jana Twardowskiego, żeby spieszyć się z kochaniem, bo tak szybko ONI odchodzą...

     To prawda! Czasem bywa tak, że BRAK  jednej osoby sprawia, że cały swiat zdaje się  być wyludniony. Mieliśmy tego dowód, gdy odszedł nasz wielki ojciec Jan Paweł II, który UCZYŁ nas rzeczy NAJWAŻNIEJSZYCH: przeżywania swojego życia jako daru DLA INNYCH, szacunku wobec każdego człowieka( często o tym zapominamy,  na przykład tutaj w salonie24...), umiłowania PRAWDY, ciekawości świata i wszechstronności zainteresowań ( czyli tego, co tak trafnie napisane jest przed uniwersytetem w Cambridge: ,, Coś niecoś o wszystkim i wszystko o jednym!"), pracowitości i obowiązkowości, PATRIOTYZMU, otwarcia na inne kultury i tradycje, prymatu dobra moralnego w  KAŻDEJ dzałalności człowieka ( obecni władcy ze wstydu powinni...ale nic nie zrobią, niestety!)),  troski o rozwój i doskonalenie CAŁEGO  człowieka, czy też wiary w DOBRO CZŁOWIEKA.

     Pozostał po NIM ten wspaniały testament. A mimo to odczuwamy NIEUSTANNIE jego BRAK!

      Mamy też dobry przykład z ostatnich dni.  Nieco inny,  z bardziej zwyczajną postacią. Odszedł Maciej Rybiński. I choć ponoć nie ma ludzi niezastapionych, to bardzo czuję brak ...jego felietonów, specyficznego poczucia humoru, skoromności, a przede wszystkim dziennikarskiej uczciwości. Zwyczajny - nadzwyczajny!

    I wreszcie ktoś z mojej rodziny.  Dziadek Władysław...  Zmarł,  wydaje się dość dawno, w 1973 roku( sprawdziłem datę, kiedyś napisałem 1969 rok, to błąd!). A ja wciąż mam wrażenie, że jako chłopiec NIE WYKORZYSTAŁEM  w pełni dni, które mogłem spędzić z Dziadkiem Władysławem. Gdy żył,  pełnił uboczną , jak mi sie wydawało, rolę w naszej  rodzinie. Niewidomy ( stracił wzrok zesłany prze Rosjan na Syberię!), z nierozłączną białą laską ( nie tylko ze względu na wzrok; utykał wyraźnie na lewą nogę), w ciemnych okularach, wiecznie palący Sporty w lufce, niezbyt cierpliwy dla wnuków( było nas pięcioro - my troje plus dwójka ciotki),. W jego pokoju czuło sie zapach dymu, starości, nie znosił też, gdy babcia zbyt często sprzatała...). Byłem jedynym wnukiem, który lubił przesiadywać u dziadka i słuchać jego wojennych, dramatycznych  przeżyc. A opowiadał znakomicie.

     Po ciężkich doświadczeniach wojennych ( walka z Rosjanami 17 września, niewola w ZSRR- cudem uniknął smierci, zesłanie na Syberię, powrót - po latach, niewidomy, z ranami na głowie!) nie potrafił odnaleźć się w komunistycznej Polsce.  Cierpiał biedę, ciężko schorowany i doświadczony przez los. Nigdy jednak nie słyszałem słowa skargi. Za to,  jak nikt - każdemu, kto chciał słuchać -  opowiadał barwnie i fascynująco  o polskiej historii - nie tej fałszowanej przez komunistów, ale tej prawdziwej, naznaczonej bohaterstwem Polaków i  ich tragedią na Wschodzie!  To  właśnie od Niego po raz pierwszy usłyszałem o Katyniu i Wołyniu!  Dziadek nie okazywał nienawiści swoim oprawcom, którzy doprowadzili go do kalectwa. Mówił o nich spokojnie, nazywając ich po prostu ,, złymi ludźmi". A gdy mówił o Polsce, o tym, jak cudnie byłoby odzyskać Wolność, jak wspaniale jest żyć w wolnej Ojczyźnie - błyszczały oczy nam wszystkim. Jemu, gdyż jak mówił ,, jakiś paproch wpadł mu  do oka", zaś nam błyszczały z tęsknoty za tą nieznaną,  cudną wolną Polską.  Bo ta, której doświadczaliśmy każdego dnia była, jak mawiał dziedek - ,, tylko smutną, szarą rzeczywistością". Marzyliśmy więc o Polsce takiej, o jakiej opowiadał nam dziadek.

    Dziadek Władysław nie doczekał wolnej Polski. Gdy umierał w roku 1973 uśmiechał się tylko smutno. On,  żołnierz Piłsudskiego, nucił ponoć ,, Pieśń legionów" ( nie byłem przy tym, opowiedziała mi o tym babcia Bronia, żona dziadka Władysława. Nie wiem, czy tak było - być może to tylko rodzinna legenda, ale nam wnukom  bardzo się podobała). Miałem niewiele lat i z czasem coraz bardziej  brakowało mi dziadkowych opowieści o przedwojennej wolnej Polsce. Na lekcjach historii wykłócałem się z nauczycielką o sprawy, które znałem z relacji Dziadka, a w książkach było o nich INACZEJ!   Dziadek Władysław zostawił nam swój historyczny testament. Dzięki Niemu jakby ,, od zawsze"  wiedziałem, że Czerwoni to wróg. I trzeba żyć udając, że ich nie ma. I nie tracić nadziei. ,, NIECH ŻYWI NIE TRACĄ NADZIEI..." - to ulubiony dziadkowy fragment z poezji Słowackiego.

    Niech żywi nie tracą nadziei... A tym, którzy ODESZLI zapalimy  światełko. Czasem wystarcza pamięć...Ja jednak coraz częściej myślę o tym, ile tracimy..

Andrzej Leja | Utwórz swoją wizytówkę http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/ http://p.web-album.org/95/4a/954afc94336712e0ae2645058a35612aa,4,0.jpg

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Kultura