Andrzej Leja Andrzej Leja
133
BLOG

Wróćmy na Ukrainę...zapraszam do POLIS MPC

Andrzej Leja Andrzej Leja Kultura Obserwuj notkę 28

 

     Tytuł jest lekko prowokacyjny...Pamiętam jeszcze z czasów studenckich piosenkę: Jedna bomba wodorowa i wrócimy znów do Lwowa...było jeszcze - jedna bomba bardzo silna i wrócimy znów do Wilna. Zostawmy jednak te mrzonki...Nie zamierzam nawoływać do rewizji wschodnich granic Polski. Nie jestem fantastą. Wróćmy na Ukrainę  to zachęta do wspólnej wędrówki ze mną i to przede wszystkim do ludzi Ukrainy...Poprzez formę nieuporządkowanego alfabetu...Czytać można wybiórczo...jak się chce. Nie będzie to co prawda Gra w klasy Corteza, którą można było czytać i od tyłu i od każdej kartki otwartej byle jak. Ale spróbujcie poczytać...To impresje z rocznej pracy na Uczelni w Równem. Miłej lektury... 

Andrzej Leja – filolog i teatrolog

Dziś tylko dwie przypadkowo wybrane literki alfabetu. Na resztę zapraszam do nowego numeru  POLIS Miasto Pana Cogito!, który ukaże się już wkrótce!!!

 

 

C    Cmentarze...polskie groby. Zaniedbane. Pochyłe. Zniszczone nie tylko przez czas...widać też rękę banderowców. Powyszarpywane litery...zamalowane polskie napisy, połamane krzyże. Nikt o te grobowce nie dba. Takie mam przynajmniej wrażenie, gdy pytam o te zapomniane cmentarne pomniki prezeskę Towarzystwa...Odpowiada, że to groby ludzi, którzy nie mają już tutaj swoich bliskich. Wyraźnie unika tego tematu. Jakby się czegoś bała. Jej konformizm i uległość wobec władz miasta będę miał jeszcze okazję nieraz zobaczyć...Byłem na tych cmentarzach z moimi studentami...paliliśmy znicze...modliliśmy się...robiliśmy porządki.

                                                          Mogiły pozarastane

                                                          Jak zdziczałe puszcze

                                                          Bez piękna i godności...

                                                          Obdarte i okradzione

                                                          Cmentarze

                                                          na wschodniej ziemi...

 

G   Głowińska Ola, lat 7, przetrwała rzeź, której miał nikt nie przeżyć... Tylko dlatego,  że był Polakiem i żył na Wołyńskiej Ziemi...

     Dziś nadal mieszka na Wołyniu i tak wspomina dzień 16 lipca 1943 roku, gdy miała zaledwie 7 lat:

,, Dzień 16 lipca 1943 roku, jak pamiętam, był słoneczny i ciepły. W naszym gospodarstwie praca szła normalnym rytmem. Ojciec z sąsiadami śrutował zboże w stodole. babcia pozostawała w kuchni. Mama robiła coś w ogródku i zabrała mnie tam ze sobą. Miałam wówczas prawie siedem lat!

           Nagle przybiegła sąsiadka. Mordują! - krzyknęła. Powstała wielka panika, wszyscy w popłochu gdzieś gnali. A my razem: rodzice, babcia, służący, no i ja pobiegliśmy w kierunku lasu. Dookoła rozlegały się jakieś strzały, jęki i krzyki, a my czołgaliśmy się w zbożu.

           Uciekając, spotykaliśmy różnych przerażonych ludzi. Szczególnie mocno zapamiętałam płaczącą kobietę z obciętym uchem. Szliśmy dalej i dalej. Słychać było zewsząd jęki i rozdzierające krzyki niedobitków. Siedzieliśmy w zbożu, przy samej drodze...

           Myślę, że mieliśmy przejść do drugiego łanu i dlatego tatuś wyjrzał na drogę. W tym właśnie momencie przechodził dwuosobowy patrol. Padła komenda: Stój! Kazali wyjść całej naszej szóstce i zaprowadzili nas do domu. Kiedy do niego weszliśmy wszystko było już zdemolowane i rozgrabione. W drzwiach jednego z pokoi stał zapewne herszt bandy. Był najlepiej uzbrojony. Mama podeszła do niego i

zaczęła go prosić na kolanach, żeby nas nie zabijali. Warknął:Ne gawari do meny. Mama rozpłakała się. Padł strzał. Potem kolejny i kolejny.

Nie wiem w jaki sposób znalazłam się na podłodze. Leżałam cichutko. Słyszałam jak chodzili po domu, szurali buciorami,  rozmawiali między sobą. Z przerażenia nie czułam żadnego uderzenia ani bólu. Musiałam zemdleć, ponieważ po obudzeniu się pomyślałam, że to tylko koszmarny sen. Zobaczyłam zabitych i krew na swojej bluzce. Poczułam ból...Strasznie chciało mi się pić...

           To tylko fragment niezwykle dramatycznej historii rodziny Głowińskich, którą poznałem podczas pobytu na Ukrainie. Jedyną ocalałą z tej rzezi była niespełna siedmioletnia Ola. Opisany przez nią dramat stał się na Wołyniu w 1943 roku udziałem ponad 150 tysięcy Polaków i oddaje tylko malutką cząstkę Wołyńskiej tragedii, gdy zamiast sąsiedzkiej przyjaźni zaczęło obowiązywać szaleńcze hasło Rizat' Lachiw...

 

Jeszcze raz zapraszam do nowego - czerwcowego -  numeru  POLIS Miasto Pana Cogito!  Nasz Tyran - Free Your Mind -  gwarantuje wysoki poziom tego niezwykłego  miesięcznika!

 

 

Andrzej Leja | Utwórz swoją wizytówkę http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/ http://p.web-album.org/95/4a/954afc94336712e0ae2645058a35612aa,4,0.jpg

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Kultura