Nie pamiętam kiedy pojawił się w moim rodzinnym domu, ale musiało to być bardzo dawno. Wiem tylko, że Mama dostała go od jego twórcy, bo z racji pracy znała ich bardzo wielu: malarzy, rzeźbiarzy, grafików i metaloplastyków itd. Jedno pewne, że przez lata leżał w pudełku, bo nie za bardzo pasował do wystroju wnętrza...
Gdy wyprowadzałam się do swojego pierwszego, własnego mieszkania dostałam go na szczęście. Zawisł w salonie nad drzwiami i patrzył na mnie z góry czujnym wzrokiem, a ja całe lata uważałam, że to ucieleśnienie mojego osobistego Anioła Stróża…
Kiedyś, gdy wróciłam do domu zobaczyłam go na podłodze, okrutnie okaleczonego z odłamanym skrzydłem. Na szczęście sąsiad Rodziców, utalentowany i życzliwy Starszy Pan, pasjonat wydłubywania cudów w drewnie, podjął się naprawy i wkrótce odzyskałam Błękitnego Anioła z powrotem.
Wisiał całe lata w tym samym miejscu, zmieniały się tylko kolory ściany pod nim. Strzegł mnie przed złem, a raz nawet kto wie, czy nie za jego sprawą cudem uniknęłam groźnego wypadku we własnym domu...
Aż przyszła kolej na przeprowadzkę i chociaż część rzeczy wiszących na ścianach pozostała w starym mieszkaniu, Anioł został pieczołowicie spakowany i przewieziony do nowego, gdzie spoczął tym razem na ścianie sypialni. Odtąd każdego dnia budząc się patrzę na niego, a on na mnie i nadal wierzę, że w jakiś bliżej nieokreślony sposób czuwa nade mną.
Wiem, że to irracjonalne, niech będzie nawet, że jest to naiwne, ale są sprawy, które przyjmujemy na wiarę, a to jest dla mnie jedna z nich. Wierzę, że mój Błękitny Anioł będzie zawsze ze mną, gdziekolwiek będę i bez względu na wszystko. Tak postanowiłam i tak pewnie będzie. I zawsze będzie mi przypominać moją pierwszą dziecięcą modlitwę:
Aniele Boży, Stróżu mój,
Ty zawsze przy mnie stój…
Rano, wieczór,
we dnie, w nocy,
Bądź mi zawsze ku pomocy…
Gdy to piszę, za oknem przechodzi burzowa nawałnica. Błękitny Anioł wisi lekko przekrzywiony, do czego ma zresztą tendencje, a ja z dziecięcą naiwnością nadal oczekuję jego dyskretnej opieki, a w tych dniach nawet szczególnie mocno…
PS.
W komentarzach pojawiają się inne domowe anioły stróże, może więc to dobra okazja, by je tutaj pokazać? Albo samemu wklejając albo przesyłając do mnie, a ja je umieszczę w notce?
Komentarze
Pokaż komentarze (7)