Poniedziałek jest koszmarny od samego rana,
Z racji tego, że nie jestem porządnie wyspana,
Gnam w pośpiechu do roboty, by stać potem… w korku,
Więc zrezygnowana wypatruję wtorku…
Wtorek w firmie zwariowany: zebrania, narady…
Czasem przez dzień cały zjeść nie daję rady,
Nie, nie lubię wtorku… Mam swoje powody,
Padam ze zmęczenia, wypatrując środy…
Środa niby w środku, lecz to nic nie znaczy,
Kto więc lubi środy, niechaj mi wybaczy,
Spraw do załatwienia mam trzy stosy kartek,
Więc od środy wolę pierwszy lepszy czwartek…
Czwartek jest zdradliwy… Najpierw zgodny z planem,
Wtem przychodzi mailem na cito zadanie,
Wciąż mi ktoś przerywa, szukam w głowie wątku…
Z utęsknieniem czekam jutrzejszego piątku…
Piątek optymizmem jest nacechowany,
Na weekend układam w wolnym czasie plany…
Lecz koło południa jest tyle roboty,
Że się nie wyrobię chyba do soboty…
W sobotę o 6-ej często budzik dzwoni,
(Bo przez roztargnienie jest nie wyłączony…)
Na proszony obiad goście przyjść już mieli…
Jak już sobie poszli - marzę o niedzieli…
W niedzielę pogoda wszystkie psuje plany,
Dzień jest szary, smutny bo deszczem zalany,
Z żalu lodów zjadłam chyba ze sześć gałek,
No i do roboty idę w poniedziałek…


Komentarze
Pokaż komentarze (11)