Urodziłam się i mieszkam w Warszawie od zawsze. I od lat z żalem patrzyłam jak ulice mojego miasta zamieniały się w wielki bazar: stoliki, łóżka polowe rozkładane wprost na głównych ulicach i szczęki przez lata stanowiły krajobraz, z którym nie mogłam się pogodzić i zaakceptować. Z czasem na ulicach centrum pojawiły się koślawe blaszane budy, które skupiać zaczęły handel większej ilości straganiarzy. Był taki moment, że ścisłe centrum w rejonie Pałacu Kultury i Nauki stanowiło jedno wielkie targowisko: szpetne, obskurne, brudne…
Długo, stanowczo za długo władze miasta pozwalały zachować ten stan, ale trzeba przyznać, że każda próba pokojowego rozwiązania problemu kończyła się niepowodzeniem: handlarze wracali w te same miejsca. Pamiętam jak władze miasta miały problem z usunięciem szczęk, które oplotły PKiN gęstym pierścieniem, nie obyło się bez gwałtownych protestów, demonstracji, awantur, a skończyło się o ile pamiętam wywiezieniem szczęk siłą.
Stoję za Hanną Gronkiewicz-Waltz z jej determinacją, jaką wykazała w sprawie KDT. Śmieszy mnie zawodzenie, często młodych i niedojrzałych ludzi, że nie podjęła kolejny raz dialogu, że nie żal jej ludzi… W sytuacji uporczywego łamania prawa nie może być dialogu. Silna władza nie może ulegać przez bezprawiem. Dla bezprawia powinno być zero tolerancji, tak jak głosił to słynny burmistrz Nowego Yorku, Rudolph Giuliani oczyszczając miasto z brutalnej przestępczości. Dla ludzi łamiących prawo przez jaskrawe naruszanie jego norm, a taką jest prawomocny wyrok sądowy, nie powinno być tolerancji, bo nie oni tu mają rację. Europejska stolica musi się rozwijać, przyciągać turystów i biznes oraz stwarzać jej obywatelom warunki do godnego życia, będąc jednocześnie wizytówką kraju, bo tu przecież kierują swe pierwsze kroki przybysze z innych stron. Nie może uginać się pod dyktatem grupy handlarzy, którym spodobało się prowadzenie w samym sercu miasta handelku rodem z poprzedniej epoki.
Lech Kaczyński nie sprostał zadaniu i nie poradził sobie ani z ulicznym handlem ani nawet z ogromem agencji towarzyskich, które zadomowiły się w domach, w których żyją zwykli ludzie ze swoimi rodzinami. Dobrze, że Hanna Gronkiewicz-Waltz mimo skutków jakie mogą się odbić na jej wizerunku, wobec upartej i z satysfakcją od rana prowadzonej akcji propagandowej partii opozycyjnych, które chcą sobie przy okazji poprawić notowania jako obrońcy niby to uciśnionych, twardo i stanowczo odmówiła dalszych negocjacji z protestującymi.
Podoba mi się taka, jaką pokazała się w tej konkretnej sytuacji i mam nadzieję, że taka pozostanie do końca sprawowania urzędu, bo Warszawie potrzebny jest właśnie taki Prezydent Miasta, twarda i zdecydowana baba, a stetryczały i bojaźliwy dziad...


Komentarze
Pokaż komentarze (13)