Mam już długi staż jako kierowca i codziennie przebijam się w wielkim mieście przez korki, sprytnie czasem je biorąc z lewa lub z prawa… Zna się miasto to i trochę zna się różne przesmyki, małe uliczki, którymi można nieraz dotrzeć do celu nie tracąc czasu na tkwienie w zatkanych głównych arteriach.
Do pracy jeżdżę samochodem, po trosze dlatego, że komunikacja miejska na mojej trasie jest wg mnie niezadowalająca, bo najczęściej ledwo co mieściłam się do już i tak zapełnionego po brzegi dusznego autobusu, po części dlatego, że przyznaję, lubię wygodę, nie mam problemu tam gdzie pracuję z parkowaniem, a i prowadzić zawsze lubiłam, lubię i pewnie długo jeszcze będę lubić, więc sobie po prostu nie odmawiam... ;)
Zauważyłam, że prowadząc samochód staję się mniej tolerancyjna, niż zwykle jestem. Wkurza mnie u innych głupota, brak wyobraźni, egoizm, chamstwo i cwaniactwo. Patrząc na rejestracje samochodów, których kierowcy mi podpadli, są to w równym stopniu auta z rejestracją warszawską i rejestracjami spoza Warszawy, ale to o niczym nie świadczy, bo na moim osiedlu pełno takich „warsiawiaków”, którzy od lat tu mieszkają, ale samochody ze względów oszczędnościowych rejestrują w swoich rodzinnych stronach…
Co mnie tak irytuje najbardziej?
- Na przykład „oszczędni” (jak ich nazywam), którzy bardzo oszczędnie używają kierunkowskazów, zwłaszcza wtedy, gdy stoją na światłach, a za chwilę mają skręcić w lewo. Taki osobnik stoi sobie na lewym pasie tak, jakby miał jechać prosto, więc naturalnym jest, że ustawiam się za nim, by nie blokować prawego pasa dla skręcających w prawo. Światła się zmieniają i… delikwent przypomina sobie o kierunkowskazie, a że nie może skręcić z powodu samochodów jadących z naprzeciwka, blokuje mnie dokumentnie, bo naiwnie uwierzyłam, że ma zamiar jechać na wprost… Spotykam się z tym zjawiskiem najczęściej i reaguję na to wytrąbieniem oszczędnego bez większych oporów.
- Inny przykład to „slalomiarze” którzy agresywnie zmieniają cały czas pasy, co jest o tyle bez sensu, że przy takim ruchu jak w porannym lub popołudniowym szczycie, wszyscy w końcu spotykamy się na jednych światłach, a delikwent bezmyślnie zajeżdża innym drogę, zmuszając często do hamowania, by nie wylądować mu na bagażniku. Najczęściej niewiele na tym zyskuje, pokazuje tylko swoją nerwowość i chęć zostawienia innych w tyle za wszelka cenę.
- Brak kultury u tych, co przy zwężeniach jezdni z dwóch pasów w jeden nie uważają za stosowne przepuścić na zasadzie suwaka tych, co dojechali do zwężenia i nie mają już żadnego ruchu, więc by przejechać dalej muszą skorzystać z uprzejmości tych z pasa obok.
- Egoistyczne, bezmyślne parkowanie na wąskich jezdniach przed sklepami w miejscach, gdzie trudno jest, ze względu na duży ruch, wyminąć zaparkowany samochód. Co z tego, że delikwent włączy światła awaryjne, jak żadnej awarii nie było, tylko nie chciało się mu poszukać właściwego miejsca do parkowania, by nie tamować czy utrudniać ruchu innym? Bo co go w ogóle inni obchodzą, jak on musi zrobić sobie zakupy…?
O, mogłabym tak jeszcze długo, bo lista grzechów warszawskich kierowców jest długa i bogata, ale nie chcę nikogo zanudzać, bo sama też nie lubię czytać za długich notek. Pragnę też zwrócić uwagę, że świadomie nie rozróżniam tu płci popełniających błędy kierujących, bo patrzę na to wyłącznie jako doświadczony kierowca a to, że jestem kobietą ma dla tych obserwacji trzeciorzędne znaczenie, no i daje mam nadzieję przewrotnie przyciągający tytuł…. ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (17)