Po dzisiejszym odsunięciu „obrońców krzyża”, posprzątaniu wszystkiego, co po sobie tam zostawili stworzyła się idealna sytuacja dla władz kościelnych do przeniesienia krzyża w uzgodnione wcześniej trójstronnie miejsce. W ten sposób ostateczny kres stanie się tej żenującej sytuacji, gdy grupka osób zacietrzewionych, opętanych dewocją i fanatyzmem dyktować chce swoje warunki władzom kościelnym, Warszawy i gospodarzowi terenu.
Mam nadzieję, że sytuacja dalej rozwinie się właśnie w tym kierunku, bo nie wyobrażam sobie powrotu do poprzedniej. Ciekawe, czy „obrońcy” wezmą udział w odsłonięciu tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy, które odbędzie się jutro w Kościele Garnizonowym. W gruncie rzeczy chodziło im przecież o to właśnie upamiętnienie, nieprawdaż…?
Stacje telewizyjne relacjonują, że po „obrońcach” na Krakowskim Przedmieściu ani już śladu, a na miejscu zapanowała cisza i spokój tak potrzebne po tych dniach niepotrzebnego zgiełku. Nawiedzeni będą musieli poszukać sobie innego miejsca zbiórki.
Czuję ulgę, pewnie nie tylko ja… Poczuję jeszcze większą, jak krzyż znajdzie się w kaplicy Kościoła Św. Anny.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)