W trakcie wczorajszej uroczystości podpisania umowy dot. instalacji elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce Premier Donald Tusk kurtuazyjnie, zgodnie z często przyjętym wśród polityków zwyczajem zwracania się do przyjmowanego zagranicznego gościa w jego języku, poprawną angielszczyzną powitał Condoleezzę Rice w Polsce.
Zrobił to z wdziękiem i płynnie, co wywołało u amerykańskiego gościa pozytywny odbiór, widoczny na relacji z uroczystości, jaką mogliśmy obejrzeć w telewizji. Fakt przemówienia Premiera Tuska do Condoleezzy Rice w jej języku nie wiedzieć czemu wzbudził u stojącego tuż obok Prezydenta Rzeczpospolitej Lecha Kaczyńskiego niestosowną co najmniej w tym miejscu i chwili wesołość objawiającą się głośnym parsknięciem, które jako że uroczystość była transmitowana na żywo, poszło w świat, ukazując naszego Prezydenta i tak już w nienajlepszym świetle.
Różne pisowskie wesołki, wczorajszym przykładem Prezydenta, wyśmiewają się z Premiera Donalda Tuska, czy to z jego angielszczyzny, czy może z faktu, że potrafił składnie i całkiem poprawnie powitać po angielsku amerykańską sekretarz stanu.
No cóż, nigdy nie słyszałam Prezydenta RP w osobie Lecha Kaczyńskiego, mówiącego po angielsku, ale nawet jak pokazuje film poniżej nawet nazwa największego skupiska Polaków poza jej granicami - Chicago stanowi dla niego nie lada problem fonetyczny, stąd moje przypuszczenie, że angielski jest jemu znany co najmniej tak jak np. mnie język chiński. Jednym słowem, aż trudno mi sobie wyobrazić jakby to wyglądało, gdyby zdecydował się przynajmniej tyle powiedzieć, co Premier Tusk do Condoleezzy Rice.
“Czikago”
Opanowanie prawidłowej wymowy obcego języka jest dla obcokrajowca trudne, a nawet bardzo trudne. Temu, kto język ten opanował dopiero w dorosłym wieku z reguły nie udaje się tak opanować wymowy i akcentu, aby było to niedostrzegalne dla tych, których jest to język rodzimy.
Nie należy mieć tutaj jakiś szczególnych kompleksów, ważne żeby móc wysłowić się w stopniu zrozumiałym, płynnie i poprawnie gramatycznie. Nie jest to wstyd i jest lepsze, niż brak znajomości obcego języka w ogóle. A już najgorsze, jak ktoś nie potrafi poprawnie wysławiać się w języku kraju, w którym się urodził, wychował i mieszka.
Szczególnie, jak w tym kraju pełni najwyższe funkcje państwowe i jest cytowany w mediach.
“najgorsze wyrazy współczucia”
i jeszcze “Biskupa Rzyma” Naprawdę, takie śmieszne…?


Komentarze
Pokaż komentarze (150)