Do notki tej sprowokował mnie komentarz Ufki na temat rzekomej dobroczynności Jarosława Kaczyńskiego, przez którą to "nie dorobił się niczego w życiu" (piszę rzekomej, bo nic o tym po prostu nie wiem).
Nie wiem jak ta sprawa wygląda, ale tak sobie myślę, że wolałabym, żeby obecnie prezes PiS Jarosław Kaczyński przeznaczył te pieniądze na zapewnienie sobie ochrony i limuzyny, o które skwapliwie wystąpił, jak tylko skończył mu się okres, gdy te przywileje mu zgodnie z prawem przysługiwały i korzysta z nich do chwili obecnej i nie wiadomo jeszcze jak długo jeszcze będzie korzystał.
Ja wiem, że to ładnie wygląda bo taka dobroczynność polityka wpływa korzystnie na jego wizerunek, jednak uważam, że czerpiąc z jednej strony lekką ręką z publicznej kasy niemałe jak sądzę środki finansowe na ochronę przez 24 godziny na dobę swojej własnej osoby wydawanie drugą ręką pieniędzy w celu charytatywnym może budzić uzasadnione wątpliwości co do jasności intencji.
Ciekawa byłabym wyliczenia kosztów takiej ochrony w ujęciu miesięcznym lub rocznym. Może okazałoby się, że Jarosław Kaczyński swoje fobie związane z rzekomym zagrożeniem przeliczył na koszty, jakie musiałby ponieść na swoje liczne wyjazdy po Polsce, w trakcie których jak mniemam towarzyszy mu przydzielona ochrona i uznał, że jest to świetny sposób na to by i „wilk był syty i owca cała". A wtedy można by to uznać za cynizm i zakłamanie.
Czy tak jest, nie wiem. Żałuję, że nie znamy w tej sprawie żadnych faktów, które mogłyby tu coś więcej wyjaśnić. Pozostają więc jedynie wątpliwości i pytania bez odpowiedzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)