Obserwując największą partię opozycyjną - Prawo i Sprawiedliwość, która po przegranych rok temu wyborach musiała oddać władzę, rzuca się w oczy powolny, lecz stale postępujący proces jej wynaturzania się, co jedni nazywają korozją, a ja uważam za... gnicie.
Wystarczy przyjrzeć się choćby temu, co stało się po wyjściu z partii kilku z jej najbardziej światłych członków: Kazimierza Ujazdowskiego i Pawła Zalewskiego. Partia od listopada 2007 roku, a więc wkrótce świętować będziemy już 12 miesiąc - nie może rozstrzygnąć postępowania dyscyplinarnego wobec niedawnego, bo do 5 listopada 2007 r. wiceprezesa PiS, Ludwika Dorna zawieszonego za krytykowanie Jarosława Kaczyńskiego i jego styl kierowania partią.
Rzecznik dyscyplinarny PiS Karol Karski, zawsze taki wygadany i elokwentny, gdy tylko trzeba wypowiedzieć się na temat przeciwnikowi politycznych, tutaj, w przypadku „sprawy Dorna" zagubił swój temperament, bojowość i wygadanie oraz okazał się kompletnie nieudolny i bezradny.
Wewnątrzpartyjne rozgrywki prowadzone przez prezesa partii i jego oddanych najbliższych współpracowników bez żenady na oczach mediów, obrzucanie się błotem, zaglądanie sobie w kieszenie i sprawy rodzinne u przyzwoitych ludzi, którzy związali się z PiS budzi coraz większy niesmak, niezadowolenie i sprzeciw.
Niedawno media podały, że partie opuszcza coraz więcej członków, gdyż nie odpowiadają im takie rozgrywki wewnątrzpartyjne, które ją kompromitują, jak to było np. w regionie wałbrzyskim, gdzie z 1000 członków pozostało ledwie 200-tu.
Frustracja z powodu utraty władzy oraz społecznego poparcia, o czym świadczą kolejne sondaże, brak pomysłu na odnowę partii oraz lęk przed zmianą ciążącego na wizerunku partii kierownictwa musi prowadzić do jednego - ostatecznego rozkładu. Na wizerunek PiS niefortunnie „pracuje" również Prezydent, przez swoje bliskie związki z partią, z której się wywodzi oraz rodzinne związki z jej prezesem. A Prezydent jest odbierany tak źle, że ze świecą trzeba by szukać takich, którzy widzieliby szansę na jego reelekcję.
Nieodwracalny, biologiczny proces gnilny już się rozpoczął i nic go nie zatrzyma. Odpadają i odpadać będą kolejne człony tego chorego organizmu, a chirurga, który odważyłby się na radykalne cięcia skalpelem, by uratować resztki zdrowej tkanki, nie widać. Choroba więc będzie się rozwijać aż do ostatecznego, w skutkach do przewidzenia, końca.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)