To był bardzo trudny dzień dla wszystkich. Huśtawka nastrojów spowodowana tym, co działo się na giełdach udzieliła się nawet tym nielicznym spośród nas, którzy nie zainwestowali w akcje lub w fundusze inwestycyjne.
Wszyscy od rana obserwowali wykresy i notowania, coraz ktoś rzucał mniej lub bardziej dosadne słowo, by wyrazić swoje emocje w reakcji na druzgocące spadki kursów. Z rzadka rozlegał się nerwowy śmiech, za to kawa wypijana była w ilości dotąd niespotykanej.
Trudno było się skupić nad innymi zadaniami, bo wzrok wciąż uciekał w stronę migających tabel z notowaniami. W miarę złych wieści dochodzacych z rynków finansowych niektórzy chwytając się za głowę pogrążali się w otępiałym bezruchu, inni swoje emocje objawiali nadmierną gadatliwością, jeszcze inni od czasu do czasu dawali upust nerwom przez mało cenzuralne okrzyki lub choćby rozdzierające "no nieeeee....".
A giełda szalała..., kursy pikowały, a wartość portfeli topniała w zawrotnym tempie niczym lody w upale. Czy to już dno, czy dno jest jeszcze głębiej, wszyscy zadawali sobie to pytanie z pewną bezradnością, bo wiedzieli, że nikt im na to nie udzieli wiążącej odpowiedzi.
W drugiej połowie dnia, dla rozładowania napięcia, jako że akurat moje inwestycje nie poniosły uszczerbku i mają się dobrze, by chociaż trochę oderwać współpracowników od czarnych myśli spowodowanych ich potencjalnymi lub całkiem realnymi stratami, opowiedziałam dowcip, który zresztą przeczytałam wczoraj w internecie. To był przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Nie spodziewałam się aż takiej reakcji. Nigdy wcześniej nie widziałam u niektórych osób tak szczerego, bo aż do autentycznych łez, na granicy histerii śmiechu...
I nie wiem, czy to co opowiedziałam było tak śmieszne, czy może śmiano się ze mnie, a ściślej ze sposobu, w jaki to przekazałam (a przyznaję, że nie jestem mistrzynią w opowiadaniu kawałów) ale całkiem możliwe, że był to jedynie katalizator, który przyspieszył wybuch gromadzonych godzinami emocji...
Potem już nastąpiło odprężenie, a może po prostu zmęczenie i końcówka dnia minęła spokojniej zwłaszcza, że notowanie lekko zaczęły zwyżkować, ponadto w miarę końca dnia ludzie zaczynali odczuwać ulgę, że piątek giełdowy zmierza ku końcowi, a jutro i w niedzielę giełda na szczęście nie pracuje.
O tym, co będzie w poniedziałek nikt, żegnając się, nie wspominał...


Komentarze
Pokaż komentarze (40)