Anita Anita
31
BLOG

Dzień z życia w dużej instytucji finansowej

Anita Anita Polityka Obserwuj notkę 40

To był bardzo trudny dzień dla wszystkich. Huśtawka nastrojów spowodowana tym, co działo się na giełdach udzieliła się nawet tym nielicznym spośród nas, którzy nie zainwestowali w akcje lub w fundusze inwestycyjne.

Wszyscy od rana obserwowali wykresy i notowania,  coraz ktoś rzucał mniej lub bardziej dosadne słowo, by wyrazić swoje emocje w reakcji na druzgocące spadki kursów. Z rzadka rozlegał się nerwowy śmiech, za to kawa wypijana była w ilości dotąd niespotykanej.

Trudno było się skupić nad innymi zadaniami, bo wzrok wciąż uciekał w stronę migających tabel z notowaniami. W miarę złych wieści dochodzacych z rynków finansowych niektórzy chwytając się za głowę pogrążali się w otępiałym bezruchu, inni swoje emocje  objawiali nadmierną gadatliwością, jeszcze inni od czasu do czasu dawali upust nerwom przez mało cenzuralne okrzyki lub choćby rozdzierające "no nieeeee....".

A giełda szalała..., kursy pikowały, a wartość portfeli topniała w zawrotnym tempie niczym  lody w upale. Czy to już dno, czy dno jest jeszcze głębiej, wszyscy zadawali sobie to pytanie  z pewną bezradnością, bo wiedzieli, że nikt im na to nie udzieli wiążącej odpowiedzi.

W drugiej połowie dnia, dla rozładowania napięcia, jako że akurat moje inwestycje nie poniosły uszczerbku i mają się dobrze, by chociaż trochę oderwać współpracowników od czarnych myśli spowodowanych ich potencjalnymi lub całkiem realnymi stratami, opowiedziałam dowcip, który zresztą przeczytałam wczoraj w internecie. To był przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Nie spodziewałam się aż takiej reakcji. Nigdy wcześniej nie widziałam u niektórych osób tak szczerego, bo aż do autentycznych łez, na granicy histerii śmiechu...

I nie wiem, czy to co opowiedziałam było tak śmieszne, czy może śmiano się ze mnie, a ściślej ze sposobu, w jaki to przekazałam (a przyznaję, że nie jestem mistrzynią w opowiadaniu kawałów) ale całkiem możliwe, że był to jedynie katalizator, który przyspieszył wybuch gromadzonych godzinami emocji...

Potem już nastąpiło odprężenie, a może po prostu zmęczenie i końcówka dnia minęła spokojniej zwłaszcza, że notowanie lekko zaczęły zwyżkować, ponadto w miarę końca dnia ludzie zaczynali odczuwać ulgę, że piątek giełdowy zmierza ku końcowi, a jutro i w niedzielę giełda na szczęście nie pracuje. 

O tym, co będzie w poniedziałek nikt, żegnając się, nie wspominał...

Anita
O mnie Anita

e-MAIL                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (40)

Inne tematy w dziale Polityka