Nareszcie… Wiem, że to może zdziwić niejednego, ale ja naprawdęlubię zimę i mróz i śnieg…W dzieciństwie zawsze uwielbiałam jeździć na łyżwach, spędzałam na nich w zimie wiele godzin dziennie ślizgając się na wylewanych lodowiskach (tak, takie wtedy były zimy…), a potem jeździłamw niedziele na Torwar i tam ślizgałam się przez godzinęaż do maja, gdy zamykali lodowisko.
Dziwi mnie to, że wiele osób, które znam wzdryga się przed słowem mróz, zima, śnieg… tak, jakby urodzili się w innej strefie klimatycznej. Biedacy, pewnie nie zaznali w przeszłości przyjemności związanych z zimą, więc dla nich takie warunki pogodowe to istny kataklizm.
Śmiać mi się chce, jak w mediach ostrzegają jak zachowywać się w czasie mrozu, jakby to była jakaś anomalia pogodowa. Wspominam, jak w swoim pierwszym samochodzie - maluchu - musiałam często w zimie na noc wyjmować akumulator, żeby rano nie przekonać się, że właśnie wskutek mrozu… zdechł. Taka szkoła życia sprawiła, że nie przeraża mnie 20-stopniowy mróz. Phi…, a cóż to w końcu takiego? Tym bardziej, że będąc narciarką zaprawiłam się w jeździe w różnych, nawet ekstremalnych, warunkach atmosferycznych, a nie w wygrzewaniu się na leżaku w marcowym słońcu…
Zapowiedzi mrozu wywołują więc we mnie przyjemny dreszczyk pozytywnych emocji i nie dam ich sobie odebrać przez marudzenie różnych malkontentów, którzy prawdziwą zimę widzieli tylko na świątecznych kartkach pocztowych lub amerykańskich filmach.
Czekam więc na skrzypienie śniegu, na parę z ust przy oddechu i na przejrzyste mroźne powietrze i słońce, w którym skrzy się śnieg. Zawsze czuję wtedy tyle energii i radości, że chce mi się lepić bałwana i rzucać kulkami śniegowymi, czyli mi po prostu lekko, ale niegroźnie, odbija…;)
Oby przy tych zapowiadanych mrozach spadł jeszcze śnieg, albo lepiej dużo śniegu, chociaż na tydzień, albo dwa... Zmarzluchy niech się wtedy ciepło ubiorą i wyjdą na dwór zobaczyć, jak jest pięknie i rześko, a może i im udzieli się dobry nastrój. A po powrocie niech zrobią sobie rozgrzewającą herbatę z cytryną i rumem i poczują jak im policzki nabierają po mrozie rumieńców. A potem, niech zaznają przyjemności pobytu wieczorem w górskim schronisku, gdy są w nim już tylko jego mieszkańcy, bo inni narciarze zjechali do dolin. I niech posłuchają, jak ktoś gra na gitarze, inni grają właśnie w karty, a jeszcze inni snują swoje opowieści o narciarskich wyczynach lub wędrówkach po górach.
I jeśli wtedy powiedzą, że nie lubią zimy, to niech jadą sobie, choćby na… Madagaskar ;)
Komentarze
Pokaż komentarze (21)