Zacznę od tego, co znajduje się najgłębiej w zasobach osobowości – które mógłbym dzielić z innymi.
Odkąd pamiętam, moim podstawowym pragnieniem, tym czego nie sposób nie zauważać, jest potrzeba pozytywnego biegu rzeczy. W istocie – chcę by problemy rozwiązywały się, ludzie byli zadowoleni, otwarcie nastawieni do siebie nawzajem. Mówili prawdę, cieszyli się, unikali jakiejkolwiek krzywdy. Tak postrzegam stan samospełnienia – szczęścia, sensu istnienia. Chciałbym się czuć dobrze, otoczony szczęśliwymi ludźmi.
Mam wrażenie, że nie piszę tu nic specjalnie odkrywczego. A moje wrażenia, poczucia i pragnienia, mają charakter uniwersalny – powszechny, oczywisty dla wielu osób. Niepoprawny optymista rzekłby – dla wszystkich. Nie wierzę, by ktokolwiek z żywych na tym świecie, w pierwszym i podstawowym odruchu nie pragnął po prostu dobra. Tego stanu, który jest pierwotny i naturalny.
Wróg, walka, dominacja, upokorzenie, władza, kontrola, posiadanie i tym podobne zjawiska, tak naprawdę nie leżą w mojej naturze. Często ulegam pokusie odurzenia się nimi ale – pokonując wewnętrzny, oczywisty opór. Zapełniając codzienną nudę jakimś, pochodzącym z zewnątrz, wykoncypowanym podnieceniem. Adrenaliną – jak nazywają to propagatorzy sportów ekstremalnych. Ulegam, dokonując swoistego wysiłku wobec pozytywnie nastawionej osobowości. Oswajając coś, co naiwni nazywają wyrzutami sumienia. Wskazane zjawiska wywołują we mnie serię niepożądanych napięć. Napięcia kumulują się. Uwierają. Czasem doprowadzają do niechcianego, gwałtownego rozładowania.
Po co ja taki światu?


Komentarze
Pokaż komentarze