Hitem tej części koncertu okazał się jednak zespół Lao Che, który odebrał nagrodę im. Grzegorza Ciechowskiego. I choć chłopcy nie zagrali żadnego kawałka Republiki, to repertuarem z „Powstania Warszawskiego” („Stare Miasto”) czy „Hydropiekłowstąpienie” z płyty „Gospel”, dostatecznie mocno naelektryzowali publiczność, by ta o bisach nie zapomniała. To był kawał dobrego rocka, którego bez końca można słuchać. Wiadomo, Lao Che.
W części drugiej ożyła Republika –Krzywański, Biolik, Ciesielski. Zmieniali się tylko zaproszeni wokaliści – Adam Nowak (Raz Dwa Trzy) „Śmierć na pięć”, Mariusz Lubomski „Tak… tak… to ja”, Ania Dąbrowska „Sexy Doll”, Artur Gadowski (IRA) „Odchodząc zabierz mnie”, Maciej Silski „ Nie pytaj o Polskę”, Janusz Radek „Tango”, Jacek Bończyk „Przeklinam cię za to teraz”. Wróciły wspomnienia i klimat czegoś, co kiedyś odeszło wraz z Ciechowskim.
Koncert świetny (nie bez chwilowych kłopotów z nagłośnieniem), choć bardziej podobał mi się zeszłoroczny. Ten, jak stwierdzili muzycy Republiki, był prawdopodobnie ostatnim w tej formule. Szkoda. Bardzo nawet. Ja w każdym razie w to nie wierzę i za rok znowu się wybieram.


Komentarze
Pokaż komentarze