Trump rozdaje karty na pełnej petardzie, nie ustępuje ani o centymetr, a Iran – mimo całej swojej hardości – dostaje po pysku ograniczoną, ale bolesną wojną. Trump siedzi w Gabinecie Owalnym, patrzy na mapę Zatoki Perskiej jak na planszę do Monopoly, na której właśnie kupił wszystkie hotele na Boardwalk.
Dwa lotniskowce (Ford i Lincoln), F-22 w Izraelu, B-2 w gotowości na Diego Garcia, Tomahawki na okrętach podwodnych – to nie jest pokaz siły, to jest „ostatnia szansa na deal, a jak nie, to macie pozdrowienia od freedom”. Deadline 10–15 dni? Minął. Genewa? Trzecia runda?
Fajnie, ale Trump nie przyjechał po kawę i croissanty z Araqchim.Iran wchodzi do sali negocjacyjnej z miną człowieka, który wie, że ma asa w rękawie („zamkniemy Ormuz i ceny ropy polecą w kosmos”), ale Trump patrzy na to jak na blef z kiepską kartą w Texas Hold'em. Zero wzbogacania? Zero. Zero rakiet balistycznych dalekiego zasięgu? Zero. Zero wsparcia dla Hutisów, Hezbollahu i reszty osi oporu? Zero. „Take it or leave it, a jak leave it, to wiecie co będzie” – mówi pośrednio przez Witkoffa i Kushnera, a ton jest taki, jakby zamawiał cheeseburgera w McDonald's.Teheran próbuje grać na czas: „uczciwy deal”, „prawo do pokojowego atomu”, „sankcje najpierw”, „szanujcie naszą godność”. Trump odpowiada nowymi sankcjami (bo czemu nie dobić gospodarki, skoro już leży), kolejnymi F-35 w regionie i publicznym „bad things are coming if you don't make a deal – and I mean BAD”.
Irańczycy wychodzą z Genewy z kwaśnymi minami, Khamenei wali kazaniami o „oporu aż do końca”, IRGC ćwiczy blokadę Ormuz na full – ale wszyscy wiedzą, że to już nie straszenie, to desperacja.I bum – Trump nie czeka na czwartą rundę. Ograniczona operacja, ale precyzyjna i upokarzająca:F-35 i F-22 wchodzą nisko, niszczą odbudowywane wyrzutnie rakiet w głębi kraju (te, które przetrwały czerwiec 2025).
B-2 zrzucają bunker-bustery na Fordow i nowe podziemne hale w Natanz – nie po to, żeby „zniszczyć program na zawsze” (bo to mit), ale żeby cofnąć go o kolejne 3–5 lat i pokazać: „możemy to robić kiedy chcemy”.
Navy SEALs + drony Reaper + cyberatak niszczą kluczowe węzły dowodzenia IRGC w Bandar Abbas i na wyspach przy Ormuz – bez lądowej inwazji, bez okupacji, ale z jasnym przekazem: „wasz wielki blef z cieśniną właśnie się skończył”.
Bonus: izraelskie F-35 dobijają resztki produkcji rakiet w Parchin i Khojir – Netanyahu dostaje zielone światło i robi to z uśmiechem.
Iran odpowiada? Oczywiście. Salwa rakiet balistycznych na bazy USA w Iraku i Zatoce (większość przechwycona przez THAAD i Patriot), ataki dronów Shahed na tankowce (ceny ropy +30% w 48 h), Huti próbują zamknąć Bab al-Mandab, Hezbollah wystrzeliwuje kilkaset rakiet na północ Izraela. Ale to nie 2025 – irański arsenał jest poobijany, obrona powietrzna dziurawa jak sito, a Trump od razu kontruje: kolejne uderzenia na bazy IRGC, blokada morska eksportu ropy (nie pełna wojna, ale „quarantine” – akt wojny, ale bez wypowiedzenia).
Reżim w Teheranie nie pada w 72 godziny (bo to nie film), ale pęka coś ważniejszego: mit nietykalności. Protesty studenckie i bazarowe wracają ze zdwojoną siłą („skoro Amerykanie mogą wejść i wyjść kiedy chcą, to po co wam ta władza?”). Gospodarka w agonii, rial na dnie Rowu Mariańskiego, inflacja 100%+. Chamenei i Pezeshian muszą udawać, że „odparliśmy agresora”, ale każdy wie: Trump właśnie pokazał, że może bić kiedy chce, jak chce i ile chce – bez wielkiej inwazji, bez bagnetów na Teheran, ale z totalną kontrolą eskalacji.A Trump? Na Twitterze (sorry, X): „Iran dostał lekcję. Chcieli grać twardo – zagraliśmy twardziej. Teraz albo deal na moich warunkach, albo następna runda będzie bolała 10× bardziej. Wasz wybór, ajatollahowie ”.
I wraca do golfa.
Ograniczona wojna? Tak. Ale taka, po której Iran już nigdy nie będzie patrzył na mapę Zatoki tak samo. Trump rozdaje karty, Iran zbiera karty ze stołu – i to dosłownie, bo sporo ich właśnie spłonęło.
ps.
Ja Spiryto Libero vel Jarosław Ruszkiewicz serdecznie przepraszam
Przepraszam administrację i wszystkich blogerów za mój hejt, mowę nienawiści oraz lewe konta

Przepraszam tych wszystkich którym wyrządziłem krzywdę podszywając się pod ich nickami
Pragnę na swoje usprawiedliwienie powiedzieć jedno.
Od lat jestem upośledzony na umyśle.Lata bicia mnie po głowie przez ojca zrobiło swoje
Wiem że jestem chory i te wszystkie działania to nie ja ale mój chory umysł
Straciłem na S24 tylko w tym roku fejkowych 27 kont które i tak nikt nie czytał i nie komentował.Żadna strata.
Jeśli pojawi się jakieś nowe konto, to pamiętajcie że to nie ja ale moją chora głowa.
Pozdrawiam z Choroszczy i informuje ze Wi-Fi dziala


Komentarze
Pokaż komentarze