Likwidacja pozwoleń budowlanych zajęła pierwsze miejsce na liście sukcesów, którymi po roku rządzenia chwalił się Donald Tusk. Zastąpienie zezwolenia „uproszczoną procedurą wpisu do rejestru robót budowlanych” (to cytat z owej listy premiera) miało zaowocować zwiększeniem liczby mieszkań i większą dostępnością tego wciąż u nas luksusowego dobra dla młodych.
Niestety, wredni eksperci z Centrum im, Adama Smitha nie uwierzyli premierowi, jak należy, na słowo, i prześledzili szczegółowe regulacje oraz ich skutki, skutkiem czego okazało się, że „uproszczona” procedura jest jeszcze bardziej skomplikowana od dotychczas obowiązującej (wymaga siedmiu czynności, gdy poprzednia wymagała pięciu) i bynajmniej nie zmienia zasady, że aby można było cokolwiek zbudować, plan musi zostać wprzódy zatwierdzony przez urzędnika.
Można by stwierdzić, że to dobry symbol obecnych rządów i na tym zakończyć. Ale warto zauważyć, co sprawia, że z takim uporem podtrzymuje się idiotyzm urzędniczej władzy nad budownictwem (idiotyzm, bo to tak, jakby lekarz z historią choroby każdego pacjenta musiał biegać do urzędu po zgodę na zaproponowane leczenie; w końcu po co architekt, kierownik budowy i inni muszą zdobywać odpowiednie uprawnienia?). Otóż ten stan rzeczy zapewnia urzędnikom władzę dającą się przełożyć na sute łapówki bądź inne formy pozyskiwania ich życzliwości, a deweloperom i innym związanym ze sztucznie ograniczonym rynkiem mieszkań możliwość dyktowania cen i krociowe zyski. Jest więc potężne lobby zainteresowane jego utrzymaniem. „Uproszczenie” procedury budowlane stanowi więc nie tylko dobry symbol reformatorskiej niemocy rządu, ale też dobitny znak, kto naprawdę Polską rządzi, a komu się tylko tak zdaje.
53
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (14)