Układ otwarty
Ucz się tak, jakbyś miał żyć wiecznie, żyj tak jakbyś miał umrzeć jutro" Życie jest religią.
166 obserwujących
1289 notek
3042k odsłony
983 odsłony

Algebry Clifforda - ilość przechodząca w jakość

Wykop Skomentuj77

Lord Hamilton cierpiąc z powodu problemów osobistych wymyślił kwaterniony na przechadzce wzdłuż Kanału Królewskiego w Dublinie. Wkrótce potem się rozpił. William Clifford, nie mający problemów osobistych, chcąc uogólnić konstrukcję Hamiltona, wymyślił algebry Clifforda. Wkrótce potem zmarł na płuca. Ja rozmyślałem o kwaternionach przechadzając się wzdłuż rzeki Odry i siadając na schodach przy Moście Grunwaldzkim.

image

Miałem szczęście, bowiem wkrótce potem dostałem Stypendium Kościuszkowskie na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Florydy w Gainesville. Tam, we współpracy z Gerhardem Emchem napisaliśmy wspólnie pracę o kwaternionach i monopolach. Monopole były tam magnetyczne a nie spirytusowe.

image

O algebrach Clifforda wiedziałem wtedy jeszcze niewiele, prawie nic. O fizyce dyskutowałem tam głównie z Emchem i z Johnem Klauderem (to on, światowej sławy ekspert od stanów koherentnych, mnie do Gainesville był zaprosił). Żona Klaudera, Węgierka z pochodzenia, imieniem Agnes, była śpiewaczką.

Chodziliśmy (Laura i ja) jej słuchać w Audytorium na uniwersyteckim kampusie. W domu częstowała nas przysmakami z węgierskiej kuchni. 


Dziś do Gainesville trafiłem znów – przez tzw. przypadek. Dlatego też od tego zacząłem tę notkę. Jeszcze wczoraj tak nie planowałem. A było tak.

Wspomniałem w poprzednich notkach o tym, że przeczytałem książkę „Atomic habits” - rady na temat jak się pozbywać złych nawyków i jak nawarstwiać sobie te dobre. Autor tej książki, James Clear, opowiada tam między innymi historyjkę o pewnym fotografiku z Uniwersytetu w Gainesville. Przypadek oczywiście. Gdy się jednak jest na coś szczególnie uczulonym, wtedy takie „przypadki” zaczynają zdarzać się nagminnie. To jedno z nie do końca zrozumianych, i nawet nie końca sformułowanych, praw przyrody.

Historyjkę, w notce p.t. „The Danger of Aiming for Perfection” można znaleźć tutaj.


Bohaterem historyjki jest Jerry Uelsmann, który wykładał sztukę fotografii na filmie (w przeciwieństwie do fotografii cyfrowej). Sam Uelsmann uprawiał fotografię nieco surrealistyczną.

image

Jerry Uelsmann, Dream Theater


Może trochę z tego powodu wpadł na surrealistyczny pomysł. Podzielił swoich studentów na dwie grupy. Lewa strony klasy miała za zadanie iść na ilość. Punkty dostawało się ilość dostarczonych do portfolio fotek. Prawa strona miała powiedziane: ilość się nie liczy. Będziecie oceniani wyłącznie z jakość.

Na koniec semestru wykładowca ze zdumieniem swteirdził, że wszsytkie najlepsze fotografie pochodziły od studentów z lewej strony. Ci, nastawieni na ilość, eksperymentowali z kompozycją i z oświetleniem, próbowali różnych metod w ciemni, uczyli się na własnych błędach. Ci z prawej spędzali czas na dyskusje o tym jak powinna wyglądać doskonała fotografia i na końcu nie mieli wiele więcej do pokazania niż wymyślone przez nich teorie i wątpliwej jakości fotografię.

Bardzo mi się ta historyjka spodobała. Jakby na moje zamówienie napisana. Tego mi właśnie było trzeba.

A skoro ilość się liczy a nie jakość, to dzisiejszą notkę na tym zakończę i nic więcej o tajemnicach algebr Clifforda dziś już nie będzie.

Wykop Skomentuj77
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie