Blogerzy i czytelnicy Salon24 emocjonują się polityką w jej tradycyjnym znaczeniu. Dyskutuje się co powiedział Kaczyński, a co Tusk. W TV24 bryluje i indyczy się profesor od robaków z miasta Łodzi, a reżyser Kutz po zwyczajowym opluciu PiS snuje opowieści, jak to na robotach w czasie II wojny uwodziły go Niemki. Im bardziej Kutz-owi przybywa lat, tym więcej jest we wspomnieniach niemieckich dziewczyn.
To jest polityka, a może bardziej piana polityki, a czasem szumowina polityki. Ta prawdzia polityka realna nie lubi TV ani dyskusji, ale ona decyduje czy ktoś mieszka w M3 na Bemowie czy w domu typu M45 w Konstancinie. Drobne zapisy w ustawach typu 'lub czasopisma" z jednych czynią wygranych, z innych przegranych.
To realna polityka dzieli strumień dochodu narodowego, który rośnie powoli. Przecież przybywa tego dochodu po 2-3% rocznie, a wielu w ciągu kilku lat dochodzi do milionów. Inni, mniej zaradni kupują buty w Tesco po 30zł i na obiad pulpety w Biedronce po 3zł.
Jednym z głównych nurtów realnej polityki jest polityka energetyczna. Dziś nie trzeba wysyłać Armii Czerwonej do Europy, Gazprom jest znacznie skuteczniejszy. Trudno jest osłabić konkurencję z Polski, ale można nałożyć podatek na emisje CO2, podwyższając ceny energii elektrycznej w Polsce dwukrotnie. Trudno byłoby bez decyzji politycznych Unii Europejskiej dotyczącej produkcji energii ze źródeł odnawialnych znaleźć tylu nabywców na holenderskie i duńskie wiatraki, niemieckie biogazownie czy francuskie elektrownie atomowe.
Za kilka lat, kiedy ze sklepów znikną ostatnie żarówki i będziecie ogladać upiornie blade twarze swojej rodziny w świetle lamp energoszczędnych, polityka energetyczna przyjdzie do waszych mieszkań. Ale przecież trzeba stworzyć rynek dla nowych lamp na rozwój których wydano miliardy Euro, a których konsumenci nie chcą kupować.
W ciągu najbliższego roku będziecie bombardowani informacjami jakim to dobrodziejstwem dla Polski będą elektrownie atomowe. Unowocześnią kraj, zwiększą zatrudnienie w gminach gdzie zostaną wybudowane, nawet jeżeli większość mieszkańców tych gmin skończyła edukację na podstawówce. To też realna polityka. a właściwie jej PR-owska osłona, bo za rok wybory prezydenckie we Francji, a na francuskie elektrownie atomowe nie ma chętnych. I zobowiążemy się do kupienia za dziesiatki miliardów tych niechcianych elektrowni, a prezydent Sarkozy w podziękowaniu poklepie premiera Tuska po plecach.
Promocja elektrowni atomowych w Polsce ma pochłonąć 700 mln złotych. Wiecie ile można na tym zarobić? Wystarczy dobrze zaangażować się w lobbying. Zamiast sajgonek z budki wietnamczyka można jeść lobstery w dobrej restauracji, że o napojach już nie wspomnę, dyskutując o zakupach wyposażenia do elektrowni atomowych.
Polityka energetyczna nakazuje wychwytywanie gazu CO2 z elektrowni i gromadzenie tego gazu pod ziemią. Nie wiadomo jak ten gaz wychwytywać, a już kompletnie jak gromadzić pod ziemią, aby nie uciekł i nie otruł pół kraju, ale Unia Europejska tylko do 2012 przeznacza 1 mld i 50 mln Euro na doświadczenia nad tym. Wyobrażacie sobie takie pieniądze?
Czy warto spędzać czas na jałowych dyskusjach, czy Kaczyński już odreagował czy jeszcze nie, kiedy obok przepływa realny świat, często w banknotach po 500Euro.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)