Wczoraj na zjeździe PSL min. W. Pawlak w sposób jawny wypowiedział posłuszeństwo premierowi Tuskowi w realizacji Programu energetyki jądrowej. Powiedział, że trzeba zaczekać jeszcze z 5 lat i na pewno będą lepsze technologie.
Z punktu widzenia spójności działania rządu jest to ciekawe zjawisko, ponieważ wicepremier i minister gospodarki opowiada się przeciwko programowi rządowemu, który realizuje jego wiceminister (H. Trojanowska) jako pełnomocnik rządu.
Pawlak zawsze wyrażał spory dystans do programu atomowego, na zasadzie "za a nawet przeciw", ale zawsze coś ugrywał od Tuska za poparcie tego programu. Tym razem chyba już nie opłaca się ulegać Tuskowi, bo jeżeli ponad 50% społeczeństwa jest przeciw, to zawsze można sprzeciwem wobec atomu przyciagnąć kilka procent wyborców.
Śladami PSL podąża SLD, które 15 czerwca 2011 organizuje konferencję w Sejmie na temat energetyki i gospodarki, w praktyce antyatomową, po której Napieralski ma zarządać referendum w sprawie atomu i wstrzymania realizacji programu atomowego.
Nawet L. Balecerowicz w FOR zorganizował kilka dni temu dyskusję o energetyce atomowej, wskazującą na wady atomu i brak możliwości realizacji takiego programi w Polsce.
Na straconej pozycji zostaje PO, bo trudno tak przestawić zwrotnicę. W końcu składano Francji obietnicę zakupu czterech elektrowni atomowych i stanowiska w Komisji Europejskiej w Brukseli, jakie można uzyskać z poparciem Francji, też nęcą.
A PiS i Kaczyński? To zależy czy prezesowi będzie się śniła atomowa potęga, czy zrozumie, że nie tędy droga, bo coraz więcej w PiS, szczególnie młodych, zaczyna to rozumieć, że poparcie atomu będzie ciągnęło w dół wynik wyborów.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)